środa, 21 listopada 2012

MARCIN NARTOWSKI


MARCIN NARTOWSKI

Urodził się 3 listopada 1953 r. w Krakowie. Jego ojciec Zbigniew był żołnierzem Armii Krajowej, doktorem inżynierem elektrykiem, pracownikiem Energoprojektu i wykładowcą AGH. Matka miała na imię Alina, siostra – Ewa – została magistrem matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Marcin również ukończył UJ, uzyskując tytuł magistra fizyki. Był następnie pracownikiem Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie i współzałożycielem Koła Naukowego Astrofizyków Studentów UJ. Wykonując pracę magisterską w Instytucie i w krótkim okresie swojej pracy zawodowej wykazał wybitne zdolności. Dał się poznać jako serdeczny i oddany kolega oraz sumienny i dociekliwy młody naukowiec. Podczas całych swych studiów brał aktywny udział w życiu religijnym wspólnoty studenckiej, też jako ministrant i lektor.
W tym cichym i pozornie flegmatycznym młodym człowieku była ogromna pasja naukowa. Od tej strony najlepiej go poznali wychowawcy i rodzice, koledzy i przyjaciele. Z właściwą sobie wnikliwością i sumiennością szedł śladami ulubionej dyscypliny naukowej, badającej otaczającą rzeczywistość. Jako specjalizację wybrał fizykę jądrową. Marcin zauważył, że ta dziedzina wiedzy dochodzi jedynie do wycinkowej prawdy o świecie, pragnął natomiast dotrzeć do prawdy pełnej – i w końcu ją odkrył. To najważniejsze jego życiowe odkrycie dokonało się tego dnia, w którym z całą wyrazistością olśniła go radosna prawda: Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swojego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (J 3,16). Tę radosną prawdę o Bogu Miłości Marcin przyjął za swoją najwyższą wartość. Na tej prawdzie zaczął budować swoją osobowość. Wtedy też rozpoczął się nowy okres w jego życiu. Ten okres – trwający do końca dni Marcina – można porównać do fascynującej przygody zakochanych. Z prostotą uwierzył, że Chrystus go kocha. 
Przylgnąwszy do Chrystusa jako umiłowanego Przyjaciela, Marcin nadal Go szukał po Jego śladach: w Ewangelii i Eucharystii. Msza Święta – nierzadko codzienna – łączyła się dla niego z przyjęciem Komunii Świętej. Dużo czytał, dzięki czemu posiadał gruntowną wiedzę religijną, która pozwalała mu na głęboki i częsty kontakt z Chrystusem na modlitwie. Szukając głębszego kontaktu z Bogiem, nieustannie dawał świadectwo o Nim wobec wspólnoty akademickiej i kościelnej. Często nie wystarczało mu życie religijne grupy studenckiej. Głód Boga zaspokajał pobytem w Opactwie oo. Benedyktynów w Tyńcu. Ojciec Leon Knabit wspominał później, że od września 1972 do grudnia 1976 spędził kilkakrotnie po parę dni w Tyńcu. O. Leon tak go charakteryzuje: Pracę wykonywał Marcin bardzo solidnie, ze spokojną pogodą. Był jak cegiełka w murze wśród 60 stażystów, nie narzucający się, korzystający z ciszy i atmosfery klasztoru. Zyskiwał przy bliższym poznaniu. Rozmowa z nim była zawsze bardzo łatwa i konstruktywna. Miał trudności, ale nie wyczuwało się napięć. Chętnie słuchał tematów związanych z życiem duchowym. Nie miał tez trudności z rozmową na tematy osobiste. Mówił swobodnie, rzeczowo i serdecznie. Właściwie jakby nie potrzebował rady – rozważaliśmy wspólnie  problemy i rozjaśnialiśmy tylko to, co i tak u niego było już dość jasne. Z radością mówił o duszpasterstwie akademickim. Miał bardzo dobry stosunek do rodziny. Wyczuwałem zwłaszcza bardzo serdeczny, prawdziwie przyjacielski i pełen zrozumienia wzajemnego kontakt z rodzoną siostrą – Ewą. Spotkanie z nim nigdy nie było uciążliwe, zawsze pozostawała po nim smuga światła... Marcin brał czynny udział w przygotowaniu jubileuszy 900-lecia Opactwa Tynieckiego i w samej uroczystości dnia 29 czerwca 1975 r.
Pewnego razu wybrał się ze swoim kolegą Markiem na wycieczkę w Bieszczady. Rozpoczęli rozmawiać o śmierci Staszka Latały. Śmierć ta wywarła na Marku potężne wrażenie. Sądził, że straszna jest tak nagła śmierć młodego człowieka. Wówczas Marcin zaskoczył go takimi słowami: No i co z tego, że zginął, skoro dorósł do tego, no to co? Później Marek powiedział: Dziś, po nagłej śmierci Marcina, przypominam tamto wydarzenie sprzed lat. I myślę tak, jak Marcin o Staszku Latale. Rozumiem, że Marcin dorósł do swojej śmierci...
Marcin Nartowski  zginął tragicznie 14 stycznia 1978 r. w wypadku samochodowym, kiedy kierowany przez niego fiat 125p na ulicy Podchorążych w Krakowie zderzył się czołowo z jelczem. Pogrzeb Marcina odbył się 20. I. 1978 r. na Cmentarzu Racławickim.

---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

MARCELI CALLO


Błogosławiony
MARCELI CALLO

Urodził się 6 grudnia 1921 r. w Rennes we Francji w rodzinie wielodzietnej. Był wesołym dzieckiem, od najmłodszych lat w każdym towarzystwie wysuwał się na stanowisko lidera, wszystko starał się robić jak najlepiej. Po ukończeniu szkoły podstawowej został uczniem w zawodzie drukarza, miał wtedy trzynaście lat. Nie chciał wiązać się ze związkami zawodowymi, których członkowie ciągle przeklinają i zabawiają się niemoralnymi opowiastkami. Wolał przyłączyć się do dobrych katolickich przyjaciół należących do organizacji JOC (Jeunesse Ouvriere Chretienne – Młodzi Robotnicy Chrześcijańscy). Odznaczał się dobrym poczuciem humoru, lubił uprawiać zapasy, grać w piłkę nożną, tenis i karty. 
W wieku 20 lat Marceli zakochał się w Marguerite Dernieux. Nie sprowadzał roli kobiet tylko do wypełniania obowiązków takich jak praca w domu i nic ponadto, lecz czuł do nich głęboki szacunek przez wzgląd na miłość, którą są w stanie odwzajemnić wobec mężczyzny. Powiedział: Nie jestem jednym z tych, którzy zabawiają się sercem dziewczyny, jako że moja miłość jest czysta i szlachetna. Jeśli czekałem do dwudziestego roku życia by pokazać się gdzieś z dziewczyną to dlatego, że wiedziałem, iż chcę znaleźć miłość prawdziwą. Trzeba umieć opanować swe własne serce zanim je się odda wybrance wybranej przez wzgląd na Chrystusa. Dopiero po roku znajomości zdecydował się wyznać Marguericie miłość. Przed oficjalnymi zaręczynami, obydwoje nałożyli na siebie ścisłe zasady życia duchowego, do których należało odmawianie tych samych modlitw, chodzenie na Msze Święte i jak najczęstsze przyjmowanie Komunii Świętej. 
Dnia 8 marca 1943 r. wojna opanowała miasto Rennes. Tego samego dnia jego siostra Madeleine została zabita przez wybuch bomby zrzuconej na dom, w którym mieszkali. Gdy zaczęła się okupacja niemiecka, Marceli został zesłany do Zella-Mehlis w Niemczech do przymusowej pracy. Gdyby odmówił, cała jego rodzina zostałaby aresztowana. 
Pracował w fabryce przy produkcji bomb i pocisków zabijających jego rodaków. Po trzech miesiącach z dala od rodziny, nie mogąc wypełniać obowiązków religijnych (w okolicy nie było żadnego kościoła katolickiego) popadł w silną depresję. Jego stan psychiczny poprawił się dopiero wtedy, gdy znalazł katolickie mieszkanie, w którym organizowano tajne Msze Święte w niedziele. Stwierdził później: Wreszcie Chrystus zareagował. Sprawił, że zrozumiałem, iż depresja nie jest dobra. Muszę się zająć przyjaciółmi, wtedy powróci do mnie radość. 
Po odnalezieniu chęci życia dzięki nadziei, zaopiekował się swymi deportowanymi przyjaciółmi. Zorganizował grupę chrześcijańskich robotników, którzy odtąd m. in. uprawiali wspólnie sport, grali w karty itp. Powołał do istnienia też grupę teatralną. Dla swych francuskich przyjaciół przygotowywał również tajne Msze Święte w języku francuskim. Pomimo chęci pozostania w ukryciu, jego działalność zwróciła uwagę Niemców. Dnia 19 kwietnia 1944 r. został aresztowany przez hitlerowców, którzy powiedzieli do niego: Pan jest za bardzo katolicki.
W czasie przesłuchań Marceli przyznał się do swej katolickiej działalności, po czym został zamknięty w więzieniu w Gatha. Tam również przyjmował potajemnie Eucharystię, kontynuował pomaganie swym towarzyszom i modlił się z nimi. Wkrótce przez Niemców został uznany za element niebezpieczny i przeniesiono go do Mauthausen. Tam drastycznie podupadł na zdrowiu. Pomimo własnych cierpień, dodawał otuchy współwięźniom mówiąc: Tylko w modlitwie znajdziemy naszą siłę by przetrwać. 
Zmarł w uroczystość Świętego Józefa 19 marca 1945 r., w dwa lata po opuszczeniu domu. Marceli Callo został beatyfikowany przez Papieża Jana Pawła II dnia 4 października 1987 r. wraz z dwiema włoskimi męczenniczkami, Antonią Mesina i Pieriną Morosini. 


---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

MAGGIORINO VIGOLUNGO


Sługa Boży
MAGGIORINO VIGOLUNGO

Urodził się 6 maja 1904 r. w Benevello d’Alba we Włoszech. Jego rodzice byli prostymi, ubogimi pracownikami rolnymi, bogatymi jednak w wiarę. Od maleńkości odznaczał się wybitną inteligencją i żywym temperamentem. Chciał być najlepszym we wszystkim: w nauce, w pracy, w zabawie, w dobroci. 

Poznawszy osobiście Ojca Jakuba Alberione, założyciela Towarzystwa Świętego Pawła, oddał się jego kierownictwu duchowemu. Dzięki niemu rozentuzjazmował się trzema sprawami, które stały się celem całego jego życia: jak najszybszy wzrost w świętości, zostanie kapłanem i uczynienie z siebie apostoła dobrych, katolickich publikacji prasowych i książkowych. 

Odpowiadając na zaproszenie Pana Boga, 15 października 1916 r. przystąpił do Stowarzyszenia Św. Pawła (Pia Societa San Paolo). Miał 12 lat. Ciesząc się z odkrycia swego powołania i z możliwości przepowiadania Ewangelii za pośrednictwem publikacji, potrafił odważnie bronić obranej drogi życia przy dziele Ojca Alberione. Pisał do swych rodziców: Módlcie się, bym nie zdradził mego powołania, które jest najpiękniejsze ze wszystkich. 

Był rozmiłowany w Eucharystii. Obarczał się dużymi wyrzeczeniami, by móc z czystym sercem przyjmować Komunię Świętą. Pewnego zimowego dnia, po przejściu pieszo 14 kilometrów, o godzinie 900 rano przybył zmarznięty i zmęczony do miasta Alba. Oferowano mu kubek ciepłego mleka, on jednak odpowiedział: Napiję się chętnie, ale dopiero po Komunii Świętej.

Nie chcąc wybierać przeciętności, za program swego życia obrał codzienne wzrastanie w wierze. Był temu wierny aż do śmierci, czynił ogromne postępy w cnotach i apostolstwie. 

Gdy ukończył 14 rok życia, poważnie zachorował. Ojciec Alberione zapytał go, co chce wybrać: wyzdrowienie czy pójście do nieba. Maggiornino odpowiedział: Pragnę by się wypełniła wola Boża. Złożył swe życie w ofierze za rodzące się Towarzystwo Świętego Pawła i jego apostolstwo w świecie. 

Zmarł 27 lipca 1918 r., w dniu, w którym jego przyjaciele zakończyli Triduum modlitewne w intencji jego powrotu do zdrowia. Kilka minut przed śmiercią powiedział: Pozdrawiam wszystkich moich przyjaciół, którzy modlili się za mnie i pragnę, by wszyscy oni dołączyli do mnie w Raju. 


---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

MAGDALENA Z NAGASAKI


ŚWIĘTA
MAGDALENA Z NAGASAKI

Urodziła się w 1611 r. w Nishizaka niedaleko Nagasaki w Japonii jako córka szlachetnych, gorliwych chrześcijan. Była piękną, delikatną dziewczyną. Jej rodzice i bracia zginęli męczeńską śmiercią wkrótce po narodzinach Magdaleny.
W 1624 r. poznała dwóch augustianów rekolekcjonistów: Franciszka od Jezusa i Wincentego z S. Antonio, którzy później też zostali męczennikami. Zafascynowana głębią duchowości tych misjonarzy, Magdalena zawierzyła się Bogu jako tercjarka augustiańska. Od tego momentu zawierzenia wiara przenikała całe jej życie: jedynym zajęciem dla niej była modlitwa, lektura książek katolickich i apostolstwo. Wkrótce została tercjarką dominikańską. Czasy były bardzo trudne, szalejące prześladowanie chrześcijan stawało się coraz bardziej systematyczne i okrutne. Magdalena dodawała odwagi swym współwyznawcom Chrystusa, nauczała dzieci katechizmu, prosiła kupców portugalskich o jałmużnę dla biednych.
W 1629 r. wraz z innymi chrześcijanami schroniła się w górach. Jednocześnie przyjmowała z miłością tych, którzy pod wpływem tortur zaparli się Jezusa, starała się ich nawrócić przez pokutę i zadośćuczynienie. Odwiedzała chorych, chrzciła dzieci, niosła wszystkim słowa pocieszenia. 
Widząc apostazję wielu chrześcijan w wyniku najróżniejszych tortur i chcąc połączyć się ostatecznie z Chrystusem, postanowiła dobrowolnie oddać się w ręce prześladowców. Ubrana w habit tercjarski, w sierpniu 1634 r. poszła do pogańskich sędziów, zabierając ze sobą kilka książek, by móc się z nich modlić i medytować w więzieniu. Prześladowcy proponowali jej korzystne według nich małżeństwo, później poddawali ją wymyślnym torturom, nic jednak nie osiągnęli. Na początku października została powieszona za nogi z głową w wykopanym dole przykrytym wokół deskami, by utrudnić jej oddychanie. Była tak  powieszona przez trzynaście dni. Przez cały ten czas modliła się, wzywała imiona Jezusa i Maryi, śpiewała hymny Bogu. Ostatniej nocy woda deszczowa zalała dół i Magdalena zmarła w wyniku utopienia. Był to 15 października 1634 r. prześladowcy spalili jej ciało i rozsypali prochy na morzu, chcąc uniemożliwić chrześcijanom czczenia jej relikwii. 
W celu rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego, jej sprawa została dodana do grupy 16 męczenników różnych narodowości zabitych na ziemi japońskiej, na czele z Lorenzo Ruiz, pierwszym świętym filipińskim. Magdalena z Nagasaki została beatyfikowana z całą grupą przez Jana Pawła II 18 lutego 1981 r. w Manili na Filipinach, kanonizacja odbyła się w Rzymie 18 października 1987 r.

---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

LUIS FERNANDO ROJAS i MAXIMILIANO SAAVEDRA


LUIS FERNANDO ROJAS i MAXIMILIANO SAAVEDRA

Zostali zamordowani 3 września 2002 r. w miejscowości Guadalajara de BUGA w Kolumbii. Obydwaj byli ministrantami. Czternastoletni Luis Fernando i mający 17 lat Maximiliano wczesnym wieczorem tego dnia siedzieli na kamieniach naprzeciwko kruchty Kościoła Parafialnego pod wezwaniem Świętej Rodziny w dzielnicy Alto Bonito. Niespodziewanie zostali zaatakowani od tyłu przez dwóch uzbrojonych mężczyzn, którzy – według naocznych świadków – oddali w ich kierunku wiele wystrzałów z broni palnej. 
Ministranci oczekiwali wtedy na pozostałych członków grupy modlitewnej „EL CAMINO”, by uczestniczyć wspólnie, jak w każdy wtorek, w uroczystej Mszy Świętej o godzinie 2000. To właśnie Maximilianowi przypadało kierować nabożeństwem wspólnotowym po Mszy Św. przy boku proboszcza Księdza Gerardo Ospina. Podczas prawie każdej Eucharystii i innych nabożeństw, na przemian z Luisem Fernando, czytał on psalmy i grał na gitarze.
Świadkowie zaznaczają, że wraz z zamordowanymi przed Świątynią siedziała w chwili zbrodni María Eugenia Rojas, siostra Luisa Fernando, mająca wówczas 16 lat. Nie została jednak ranna. Inny świadek tego podwójnego zabójstwa zeznał policji, że „ministranci ćwiczyli śpiew pieśni religijnych i czytanie fragmentów Biblii kiedy nagle pojawili się przy nich dwaj uzbrojeni w broń palną mężczyźni i zaatakowali ich od tyłu, strzelając w plecy”. Na miejscu zginął Luis Fernando, natomiast Maximiliano został umieszczony w karetce. Zmarł w drodze do szpitala. 
Obydwaj ministranci planowali w przyszłości wstąpić do Seminarium Diecezjalnego w Guadalajara de BUGA. Mówili o tym wielokrotnie zarówno proboszczowi, jak i rodzicom. 
Ksiądz Gerardo Ospina, proboszcz, uznał tę zbrodnię za „haniebną”, ponieważ „chodziło o dwóch chłopców o uznanej przez otoczenie nieposzlakowanej moralności i prawego, głębokiego życia duchowego, którzy w ruchu katolickim znaleźli swój sposób życia zgodnie z wiarą chrześcijańską i jej dogmatami. Mordercy w brutalny sposób zerwali nadzieję tych dwóch chłopaków”. 
Sąsiedzi mieszkający obok ministrantów zgodnie twierdzili, że tych młodych nigdy nie widziano w złym, nieprzyzwoitym towarzystwie. Wszyscy uznawali ich za prawych, dobrych i pobożnych ludzi. 
Dzień po morderstwie, Jaír Antonio Correa, który integrował grupę „El CAMINO” powiedział takie słowa: „Teraz nasi dwaj przyjaciele poszli do nieba, by w Anielskim Chórze śpiewać Panu Bogu”. 

---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

LORENA D’ALESSANDRO


Służebnica Boża 
LORENA D’ALESSANDRO

Urodziła się 20 listopada 1964 r. w Rzymie we Włoszech. Gdy miała 10 lat, pojawił się nowotwór kości lewej nogi. Została poddana interwencji chirurgicznej w Poliklinice Gemelli. Po kilku miesiącach wróciła do szkoły, była bardzo zaangażowana w naukę. W czerwcu 1976 ponownie pojawił się guz. Lekarze podjęli radykalną decyzję: amputacja lewej nogi. Lorena zanotowała w swym dzienniczku: Nie było innego wyjścia: albo noga, albo życie. Moi rodzice wybrali dla mnie życie. Skonfrontowana z tym, co by było tragedią dla każdego człowieka, zwłaszcza tak młodego, Lorena wykazywała wielką odwagę i pogodę ducha. Pocieszała też swych bliskich: Nie martw się, mamo, to nic, dostanę protezę z drewna i będę mogła normalnie chodzić.
I rzeczywiście, po piętnastu dniach, chodziła już sprawnie przy pomocy protezy, ku zdziwieniu lekarzy. Nie miała żadnych kompleksów: Czuję się zupełnie normalną dziewczyną..., Radość życia wypełnia mi serce, straciłam nogę, lecz zyskałam inne, o wiele większe szczęście (z dzienniczka).
W międzyczasie przystąpiła do grupy nowobierzmowanej młodzieży w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Rzymie, prowadzonej przez ojców benedyktynów silwestrinów. Dojrzewała w niej silna duchowość i żywe pragnienie poświęcenia się dla innych: Zrozumiałam, że moim szczęściem jest i będzie uszczęśliwianie bliźnich poprzez służenie im we wszystkim... (z dzienniczka).
W pierwszych dniach sierpnia 1980 r. wraz z katechistami z diecezji rzymskiej uczestniczyła w pielgrzymce do Lourdes. Tam cieszyła się żywą obecnością Jezusa i Matki Bożej. Na tradycyjnej pocztówce do rodziców napisała: Jestem naprawdę szczęśliwa! Czuję bardziej, niż kiedykolwiek, że Jezus jest przy mnie... Jutro odbędę kąpiel w basenie. Będzie to, co Bóg zechce. Po wyjściu z basenu wróciła natychmiast do groty massabielskiej, tam oddała się modlitwie na kolanach tak głębokiej i intensywnej, że przyjaciele nie potrafili jej przerwać, gdy nadszedł czas na zebranie się grupy.
U stóp Matki Bożej Lourdzkiej Lorena zrozumiała, że jej czas życia na ziemi dobiega końca. Dnia 8 września 1980 roku spisała swój duchowy testament, w którym dała między innymi wskazówki odnośnie swego pogrzebu oraz mówiła czule do zobaczenia rodzicom oraz braciom i siostrom ze wspólnoty katechistów rzymskich: ...nie płaczcie po mnie, ale cieszcie się, gdyż Bóg ostatecznie uczynił mnie godną uczestnictwa w chwale wiecznej... Jeśli Chrystus będzie chciał mieć mnie przy sobie, będę się modlić, by moja radość rozlała się na wszystkich bez wyjątku ludzi z całego świata. W sposób bezpośredni i prosty nagrała na kasetę magnetofonową historię swego życia, nadając jej formę rozważań duchowych. Mówi między innymi: Zrozumiałam, że najważniejszym jest żyć miłością, z miłości i dla miłości. Pod koniec 1980 r. ponownie pojawia się u niej poważna choroba, tym razem w lewym płucu. Lekarze dawali jej trzy miesiące życia. Lorena była w pełni świadoma tego, że zbliża się jej śmierć. Tym, którzy ją pocieszali doszukując się poprawy zdrowia, odpowiadała: Lekarze nic nie rozumieją, ja umieram. Pogłębiła swą zażyłość z Bogiem przez modlitwę osobistą. Napisała w swym dzienniczku: Modlić się jest dla mnie równoznaczne z proszeniem Boga, by wszedł w moje życie, przeniknął me serce i pozostał w nim na zawsze.
Lorena kończy swą drogę na Kalwarię i odchodzi w ramiona swego Boskiego Oblubieńca 3 kwietnia 1981 roku, o godzinie 2210. Miała szesnaście lat i cztery miesiące.

---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

LAURA DEGAN


LAURA DEGAN

Urodziła się 13 grudnia 1987 r. w Padwie we Włoszech. Była pierwszym, wyczekiwanym przez ponad dwa lata dzieckiem Paula Degan i Paoli Franceschetto. Ochrzczona została 7 II 1988 r. przez księdza proboszcza Don Rino Brasola w rodzinnej parafii Cervarese S. Croce. 
Od najmłodszych lat była niezwykle żwawym, bystrym dzieckiem. Lubiła tańczyć, śpiewać, bawić się, biegać. Jedna z jej koleżanek wspominała po latach: Laura jest dla mnie osobą niezastąpioną. Byłą przyjaciółką wszystkich, sympatyczna, zawsze wesoła; bardzo mi jej brakuje i chciałbym, by była jeszcze tutaj. Bardzo kochała życie, Pan Jezus zechciał jednak zabrać ją do Siebie, gdy nie ukończyła jeszcze siódmego roku życia. 
Dnia 25 lutego 1990 r., gdy Laura miała zaledwie dwa lata i kilka miesięcy, zdiagnozowano u niej ciężką chorobę. Rodzice wraz z dziadkami od razu zabrali ją do Sanktuarium Świętego Leopolda Mandiča w Padwie, by prosić tego świętego o uzdrowienie. Jeden z zakonników, wzruszony opowiadaniem jej bliskich, otwarł gablotę z ubraniami świętego i pozwolił mamie odciąć kawałek habitu. Potarła tą relikwią zmienioną przez chorobę twarz dziewczynki. Laura uklęknęła, ucałowała buty świętego i modliła się: Dziadku Leopoldzie, pomóż mi wyzdrowieć! W drodze powrotnej rodzina zatrzymała się w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Saccolongo u ojca Daniela, świętego kapłana, chorego od dawna, który był szczególnie bliski dziewczynce przez całe jej krótkie życie. Tego dnia nie mogła się z nim spotkać, gdyż czuł się bardzo źle. Począwszy od dnia zdiagnozowania choroby Laury, bardzo wiele osób interesowało się nią i wspomagało ją oraz całą jej rodzinę, modląc się żarliwie o cud wyzdrowienia. 
Długa, trudna i bolesna droga krzyżowa Laury rozpoczęła się pierwszą operacją. Dnia 27 II 1990 r. dziewczynka został po raz pierwszy położona na sali operacyjnej na oddziale chirurgii dziecięcej w szpitalu w Padwie. Była tak pobudzona, że nie mogła zasnąć, pomimo wysiłków anestezjologów. Dlatego też lekarze pozwolili wejść na salę mamie. Ubrana jak chirurdzy, usiłowała uspokoić małą pacjentkę. Nagle dziewczynka poprosiła: Mamo, zaśpiewaj mi Zdrowaś Maryjo! W tym czasie, gdy mama śpiewała, dziewczynka zasnęła. 
Później, Laura często wracała do szpitala na przeróżne zabiegi, m.in. przeszczep szpiku kostnego 8 stycznia 1993 r. oraz kolejną operację 16 maja 1994 r. W okresach złagodzenia choroby chodziła do przedszkola, na religię i do szkoły. Bardzo szybko nauczyła się pięknie pisać i czytać, czym wzbudziła zdziwienie nauczycieli i rodziny. W maju 1994 ułożyła i napisała własnoręcznie swój wiersz La primavera – Wiosna. 
Z powodu szybkiego postępu choroby i powiększających się cierpień została dopuszczona do wcześniejszej Pierwszej Komunii Świętej. Po raz pierwszy przyjęła Pana Jezusa w święto Św. Marii Goretti 6 lipca 1994 r. Od tego dnia, z coraz większą świadomością i powagą przyjmowała Komunię Świętą codziennie aż do śmierci. Znosiła dzielnie coraz większe cierpienia, nieustannie modląc się w duchu. Wielokrotnie widywała swego Anioła Stróża i dziwiła się bardzo, że nie dostrzegają go jej najbliżsi. W czerwcu i lipcu 1994 r. na własną prośbę dwukrotnie pielgrzymowała z mamą do Medjugorie. Przed drugim wyjazdem, widząc swego Anioła, zapytała go na głos przy swych bliskich: Czy Ty pojedziesz ze mną do Medjugorie?. Później wyznała mamie, że Anioł odpowiedział Tak. W czasie tej drugiej pielgrzymki widziała go cały czas, wszędzie jej towarzyszył. 
Po powrocie, stan zdrowia Laury coraz bardziej się pogarszał. Jej babcia Assunta wspominała później, że 1 sierpnia 1994 r. późnym wieczorem wraz z mamą usłyszała, jak dziewczynka, leżąc sama w pokoju, śpiewała Hymn do Matki Bożej Częstochowskiej, podkreślając szczególnie jedną prośbę: Pozwól, bym żyła przy Tobie.
Dnia 6 sierpnia 1994 r. otrzymała sakrament bierzmowania. Trzy dni później, w nocy z 9 na 10 sierpnia, straciła całkowicie wzrok i już nigdy go nie odzyskała. Nie mogła też już wstawać z łóżka. Wszystko wspaniałomyślnie znosiła, ofiarując każde cierpienie Panu Jezusowi. Pewnej wrześniowej nocy, krótko przed odejściem z tego świata, babcia usłyszała, jak Laura pytała na głos: Ma perche sono scelta proprio io? – Ale dlaczego zostałam wybrana właśnie ja? Jest to pytanie, które do dziś towarzyszy krewnym Laury. Są oni pewni tylko co do tego, że Pan Bóg miał jakieś szczególne plany odnośnie tej dziewczynki. 
W nocy z 9 na 10 września mama usłyszała, jak Laura mówiła: Si, si, va bene, ho capito, va bene – Tak, tak, dobrze, zrozumiałam, dobrze. Mama spytała się, co to znaczyło. Dziewczynka odparła, że przyszło do jej pokoju Dzieciątko Jezus z Matką Bożą. Nie chciała jednak powiedzieć, o czym rozmawiali. Stwierdziła tylko: To tajemnica, nie mogę powiedzieć. 
Laura Degan odeszła z tego świata w opinii świętości 11 września 1994 r. w swym rodzinnym domu w Cervarese S. Croce niedaleko Padwy. Uroczysty pogrzeb odbył się 13 września 1994 r.


---

Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików 
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007 
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

KATERI TEKAKWITHA

Błogosławiona
KATERI TEKAKWITHA
(dziś już święta)

Urodziła się w 1656 r. w indiańskiej wiosce Ossernenon, leżącej na terenie dzisiejszego stanu Nowy Jork w USA, jako córka wodza Mohawków, poganina, i chrześcijanki wywodzącej się z plemienia Algonkinów z Kanady. Niewiele wiadomo o jej rodzicach: tylko tyle, że matka żarliwie modliła się o to, by jej dzieci zostały kiedyś ochrzczone w Kościele Katolickim. 
W roku 1660 Ossernenon została wyniszczona przez ospę. Choroba zawładnęła rodziną wodza. W krótkim czasie rodzice Tekakwithy zmarli. Ona sama była również poważnie chora, jednak wyzdrowiała. Została przyjęta do rodziny swego wujka, nowego wodza. 
Zdziesiątkowani przez ospę, Mohawkowie z Ossernenon zdecydowali się porzucić swą wioskę, miejsce choroby, smutku i śmierci. Przenieśli się na zachód, do Caughnawaga. Stare zabudowania zostały spalone. 
Tekakwitha, gdy tylko podrosła i stała się dość silna, zaczęła całymi dniami pracować przy uprawie kukurydzy. Była spokojną, ciężko pracującą dziewczyną. Pomimo uszkodzonego wzroku, dobrze radziła sobie też w pracach domowych oraz wyrabianiu różnych ozdób, które jej opiekun sprzedawał białym. Nie chciała jednak brać udziału w życiu towarzyskim, nie okazywała żadnego zainteresowania małżeństwem. Tym zachowaniem wzbudzała w stosunku do siebie niechęć całego szczepu, w tym też swych opiekunów.
Kiedy Tekakwitha miała dwadzieścia lat, do Caughnawaga przybyli francuscy misjonarze jezuici. Zainspirowana wspomnieniami o swej matce chrześcijance i poruszona dogłębnie słowami duchownych, zapragnęła przyjąć chrzest. Stanowczo sprzeciwił się temu jej wujek. Zatem przez jakiś czas, chcąc być posłuszną opiekunowi, nie zbliżała się do misjonarzy. 
W końcu jednak, przypadkowo, doszło do spotkania młodej Indianki z jednym z kapłanów, Ojcem de Lamberville. Od razu wyznała mu swe pragnienie zostania chrześcijanką, bez względu na przeszkody. Wkrótce rozpoczęły się katechezy i w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego 1676 r. została ochrzczona. Na chrzcie otrzymała imię Kateri, czyli Katarzyna. 
Po zostaniu chrześcijanką, Kateri stała się obiektem prześladowań ze strony całej wioski. Drwiły z niej nawet dzieci, rzucały w nią kamieniami i błotem gdy chodziła do maleńkiej kaplicy misyjnej. Odmawiano jej żywności, gdyż nie chciała pracować w niedziele. Próbowano też podstępami zmusić ją do małżeństwa – jednak wszelkie próby spełzły na niczym. 
Jakiś czas później, za radą Ojca de Lamberville, uciekła z Caughnawaga i przeniosła się do wioski nawróconych na chrześcijaństwo Indian w okolicach Montrealu. W tym nowym domu mieszkała przez cztery lata, aż do swej śmierci. W kilka miesięcy po przybyciu przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Nałożyła na siebie surowe umartwienia, chcąc wynagrodzić w ten sposób za grzechy swego ludu. Zawierzyła się Matce Bożej, często odmawiała Różaniec. Dnia 25 marca 1679 r. złożyła ślub dozgonnej czystości, oddając się ostatecznie Jezusowi Chrystusowi. 
Niedługo potem, stan jej słabego zdrowia bardzo się pogorszył. Zmarła 17 kwietnia 1680 r. mając 24 lata. Od razu zaczęła się rozprzestrzeniać opinia o jej świętości. Nie tylko wśród nawróconych Indian, ale też pomiędzy białymi osadnikami. 
W roku 1943 ogłoszono ją czcigodną Służebnicą Bożą. Została uroczyście beatyfikowana przez Ojca Świętego Jana Pawła II 22 czerwca 1980 r. 


---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

czwartek, 15 listopada 2012

W hołdzie Jeanne-Marie Kegelin


STEVEN RICHE : HOMMAGE A JEANNE MARIE KEGELIN
W hołdzie Jeanne-Marie Kegelin
11-letniej męczenniczce z Francji



Film dokumentalny
o męczeństwie Jeanne-Marie Kegelin

Afrykańska piosenka ku czci Boga Ojca - z portalu Gloria.TV





JÓZEF MARIA CASSANT


Błogosławiony
JÓZEF MARIA CASSANT

Józef Maria Cassant urodził się 6 marca 1878 r. w miejscowości Casseneuil we Francji. Jego rodzice byli rolnikami. Uczył się w szkole prowadzonej przez Braci Św. Jana Chrzciciela de la Salle, miał jednak ogromne trudności z zapamiętywaniem jakichkolwiek wiadomości. Zarówno w domu, jak i w szkole otrzymał solidne wychowanie chrześcijańskie. Powoli wzrastało w nim pragnienie zostania w przyszłości kapłanem. Jego proboszcz, Ksiądz Filhol, bardzo go cenił i pomagał mu w nauce, jednak i tak trudności z zapamiętywaniem stały się dla Józefa Marii przeszkodą uniemożliwiającą wstąpienie do Niższego Seminarium Duchownego. We własnym zakresie wprowadzał się w życie w ciszy, odosobnieniu i w modlitwę kontemplacyjną. W końcu, Ksiądz Proboszcz zaproponował mu wstąpienie do Zakonu Trapistów. Szesnastolatek zgodził się na to bez wahania. Po kilkumiesięcznym okresie próby, odbytym na probostwie, 5 grudnia 1894 r. wstąpił do Opactwa Trapistów w Saint-Marie-du-Déserte w diecezji Toulouse.

W tym czasie Magistrem nowicjuszy był Ojciec André Malet. Potrafił on doskonale rozpoznać potrzeby dusz młodych kandydatów i dobrze nimi pokierować. Już podczas pierwszego spotkania z Józefem Maria Cassant powiedział mu: Tylko ufaj, synu! Ja cię nauczę kochać Jezusa.

Współbracia szybko polubili nowego młodego nowicjusza, którego twarz zawsze była rozjaśniona przez promienny uśmiech. Kontemplując nieustannie Jezusa w Jego Pasji i Krzyżu, szybko nasycił się Miłością Bożą. Od Ojca André dowiedział się, że musi podążać Drogą Serca Jezusowego, które jest życiem chwilą obecną w cierpliwości, nadziei i miłości. Brat Józef Maria był w pełni świadomy swych wad i słabości, ufał jednak coraz bardziej Jezusowi, który stał się dla niego jego Mocą w przezwyciężaniu wszelkich trudności.

Uroczyste śluby wieczyste Józef Maria Cassant złożył 24 maja 1900 roku. W tym też dniu profesji rozpoczął przygotowanie do kapłaństwa, którego pragnął głównie ze względu na Eucharystię. To Eucharystia była dla niego Rzeczywistą Obecnością Boga, Zbawiciela oddanego całkowicie człowiekowi, którego Serce przebite na krzyżu z czułością przyjmuje każdego, kto się do Niego zwraca i ufa Mu.

Nauki teologiczne udzielane przez mało pojętnego współbrata były źródłem wielu cierpień dla wrażliwej duszy młodego mnicha. We wszystkich trudnościach zwracał się jednak do Pana Jezusa obecnego w Eucharystii, będącego dla niego jedyną radością na ziemi. Józef Maria Cassant wyznał swe cierpienie Ojcu Magistrowi. Otrzymał od niego ważne wsparcie, umocnienie. Ostatecznie, po zdaniu koniecznych egzaminów, dnia 12 października 1902 r. dostąpił niewypowiedzianej radości przyjęcia Sakramentu Kapłaństwa.

Wkrótce wykryto u niego bardzo zaawansowaną gruźlicę. Długo ukrywał swą chorobę, aż do czasu, gdy jej objawy stały się wyraźnie widoczne. Coraz bardziej opadał z sił. Na krótki czas został odesłany do domu. Po powrocie do Opactwa umieszczono go w infirmerii. Wszystkie swe cierpienia ofiarował w intencji Kościoła. Ojcu André wyznał: Kiedy nie będę już mógł odprawiać Mszy Świętych, Chrystus będzie mnie mógł zabrać z tego świata. Swe ziemskie życie zakończył rankiem 17 czerwca 1903 r. Miał 25 lat.

Ojciec Józef Maria Cassant został uroczyście beatyfikowany października 2004 r. przez Ojca Świętego Jana Pawła II.

W trakcie procesu beatyfikacyjnego niektórzy podkreślali banalność jego krótkiego istnienia na ziemi: szesnaście lat życia ukrytego w Casseneuil i dziewięć za klauzurą Klasztoru Trapistów. Wykonywał tylko najprostsze czynności: nauka, praca, modlitwa. Potrafił jednak je przeżywać w sposób nadzwyczajny, z ogromną hojnością i miłością. Chrystus wlał w jego ducha przekonanie, że tylko Sam Bóg jest najwyższym szczęściem, a Królestwo Boże to najcenniejszy, ukryty skarb.

Przesłanie Ojca Józefa Marii Cassant jest również i dziś bardzo aktualne. W świecie braku ufności, pogrążającym się często w rozpaczy, a jednocześnie spragnionym miłości i czułości, życie młodego mnicha jest wzorem zwłaszcza dla młodzieży poszukującej sensu własnego życia. Józef Maria Cassant uczy wszystkich, jak przeżywać każdy dzień ofiarując Bogu najdrobniejsze nawet uczynki i cierpienia, akceptując przy tym pomoc braci i sióstr bardziej doświadczonych w naśladowaniu Jezusa Chrystusa.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

Josefina Vilaseca Alsina


Służebnica Boża
Josefina Vilaseca Alsina

Josefina Vilaseca Alsina urodziła się 9. marca 1940 r. jako piąte dziecko w robotniczej, ubogiej rodzinie Jaime Vilaseca Vilanova i Antonii Alsina Coll w wiosce Horta niedaleko hiszpańskiej Barcelony w diecezji Vich. Od swej Pierwszej Komunii Świętej przyjmowała Najświętszy Sakrament nie tylko w niedziele, ale też często w dni powszednie. Była Dzieckiem Maryi, należała do Akcji Katolickiej i parafialnego chóru. Wcześnie rozpoczęła praktykowanie medytacji modlitewnych, odprawiała rachunek sumienia, codziennie odmawiała Różaniec. Miała zwyczaj prosić o klucze Kościoła, by nawiedzić Najświętszy Sakrament. W szkole wyróżniała się w religii, w nauce Historii Świętej i Katechizmu przewyższała swe koleżanki z klasy. Miała cztery lata kiedy zaczęła uczęszczać do szkoły publicznej, przez osiem następnych lat – aż do swej śmierci – uczestniczyła w szkolnych lekcjach katechizmu. Nauczycielka religii dawała jej dwie lekcje dziennie: jedną rano i drugą po południu.

Josefina Vilaseca Alsina była dziewczynką szczerą i skłaniającą się ku pobożności, ale miała też wszystkie niedoskonałości dziecka w jej wieku. Przejawiała łakomstwo, niemrawość w wykonywaniu poleceń, nieraz też stawała się ofiarą początków swego dziecięcego egoizmu. Widać było wyraźnie, że nie urodziła się świętą. Walczyła jednak ze swymi wadami, znajdowała sposoby, by poprawiać swe zachowanie, pytała często: „Co muszę zrobić, by być lepszą?”.

Gdy Josefina Vilaseca Alsina ukończyła 12 lat, została umieszczona przez rodziców w klasztorze sióstr Służebnic Najświętszego Serca Jezusa w Aviñó. Dnia 11. listopada przeniesiono ją do folwarku Salabarnada, w odległości 2 km od Artés, z założenia miała tam być tylko do początku grudnia. Gdy nadszedł grudzień, nadal towarzyszyła pani domu, która czekała na szybkie przybycie nowych administratorów majątku. W tym folwarku od jakiegoś czasu mieszkał też 24-letni José Garriga, który zajmował się bydłem, lekko upośledzony umysłowo, o całkowitej nienawiści do wartości moralnych. Często robił on wiele przykrości Josefinie, miał wobec niej niecne zamiary, z czym nie próbował się nawet ukrywać. Dziewczynka wszystko dobrze rozumiała i byłą gotowa chronić swą czystość za wszelką cenę.

Dnia 4. grudnia 1952 r. pani domu wyszła do miasta. José i Josefina Vilaseca Alsina zostali sami w kuchni i mężczyzna postanowił to wykorzystać. Nastąpiła pierwsza próba uwiedzenia dziewczynki – spotkała się z jej kategoryczną odmową i rozpoczęła się walka. Aby ją zastraszyć i opanować jej opór, złapał ją i, kładąc jej głowę na zlewozmywaku, docisnął do jej szyi nóż kuchenny tak silnie, że pojawiła się krew. Prowokował ją ponownie, lecz ona nadal stawiała opór i wyrwawszy się napastnikowi uciekła do sąsiedniego pokoju starając się zamknąć drzwi od środka, lecz on był szybszy – wszedł do jej pokoju i po raz trzeci starał się osiągnąć cel, a ona nadal oponowała. Wtedy, wściekły z powodu niepowodzenia, dwa razy wbił nóż w jej bok i podciął szyję. Josefina Vilaseca Alsina upadła na podłogę wykrwawiając się straszliwie, w końcu powoli zemdlała. Zbrodniarz nie uszanował ciała swej ofiary, która była już całkowicie bezbronna. Wielokrotnie wracał do pokoju by sprawdzać, czy aby na pewno nie żyje. Josefina już się ocknęła, ale udawała nieżywą, gdyż wiedziała, że nawet teraz on ją może skrzywdzić jeszcze bardziej, jeśli zauważy, że jeszcze żyje. Wielokrotnie popychał ją, otwierał oczy, próbował sprawdzić puls i w końcu zrezygnował uznając ją za same martwe zwłoki. Te tortury i niebezpieczeństwo dla Josefiny trwały ponad godzinę.

Została przewieziona do szpitala Świętego Józefa w Manresie, Josefina Vilaseca Alsina zmarła dn. 25 grudnia 1952 r., po trzech tygodniach pełnych niewyobrażalnych cierpień, z powodu zadanych jej przez prześladowcę głębokich ran.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

Druhna JOANNA SKWARCZYŃSKA


Druhna JOANNA SKWARCZYŃSKA
(Polska, 1935 – 1948)

Joanna Skwarczyńska urodziła się 12 czerwca 1935 r. w Łodzi. Jesienią 1938 r. zaczęła uczęszczać do przedszkola Rodziny Wojskowej, następnie – w latach 1939-1940 – do przedszkola we Lwowie. W kwietniu 1940 została wraz z rodziną wysiedlona do Kazachstanu, skąd wróciła do Lwowa w listopadzie 1940 r. Do czerwca 1943 r. uczyła się prywatnie, po czym zdała egzamin z zakresu 3 klasy szkoły powszechnej. W drugim kwartale 1944 r. Joanna Skwarczyńska występowała w tajnym teatrze pod dyrekcją B. Dąbrowskiego, otrzymując rolę Lilusi w „Ich czworo” Zapolskiej.

Po opanowaniu Lwowa przez wojska radzieckie Joanna Skwarczyńska uczęszczała do szkoły z polskim językiem wykładowym aż do wyjazdu w kwietniu 1945 r. Równocześnie zaangażowała się w role teatralne Państwowego Teatru Dramatycznego we Lwowie pod dyrekcją B. Dąbrowskiego. Po przyjeździe do Łodzi w maju 1945 chodziła kolejno do klas IV – VII Szkoły Powszechnej nr 161. pod koniec czerwca 1948 Joanna Skwarczyńska zdała egzamin wstępny do klasy VIII. Brała żywy udział w życiu społecznym szkoły. Angażowała się zarówno w organizowanie imprez szkolnych, jak i w prace stowarzyszeń działających na terenie szkoły, zwłaszcza Polskiego Czerwonego Krzyża i Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza. Była też redaktorką Gazetki Szkolnej. Wiosną 1946 r. Joanna Skwarczyńska grała po raz kolejny rolę Lilusi w „Ich czworo” w Teatrze Kameralnym Domu Żołnierza w Łodzi.

Do harcerstwa zapisała się 15 września 1946 r., kiedy tworzyła się właśnie 15 Łódzka Drużyna Harcerska im. Zośki zwana „Małą piętnastką. Przyrzeczenie złożyła 21 czerwca 1947 r. wcześniej, 22 lutego, została zastępową. W 1948 Joanna Skwarczyńska dodatkowo prowadziła oprócz swojego drugi zastęp. Aż do śmierci uczestniczyła w licznych obozach, podwyższając stopniowo swe kwalifikacje harcerskie.

W życiu harcerskim Joanna Skwarczyńska wyróżniała się zawsze gotowością służenia innym. Druhny dobrze zapamiętały wzruszającą ofiarę Joanny, która niejednokrotnie wyrzekała się przyjemności wycieczek krajoznawczych, by zostać w obozie przy chorych. Pielęgnowała chore z zadziwiającą czułością i serdecznością.

Będąc szczerą, naturalną i serdeczną, jako dziecko Joanna Skwarczyńska żyła jednocześnie nad wiek dojrzałym życiem wewnętrznym. Pomimo młodego wieku, była dojrzałym intelektualnie, pełnym człowiekiem. Swą ofiarność, radość i pragnienie czynienia dobra drugim czerpała z głębi niezachwianej wiary, w której wzrastała każdego dnia. Otaczający ją ludzie widzieli, że przechodziła ciężkie walki wewnętrzne. Nie wiadomo, co działo się w jej mężnym i ofiarnym sercu. Pewne jest to, że z tych zmagań wychodziła jeszcze promienniejsza, jeszcze bardziej opanowana, łagodna i ofiarna niż przedtem.

Joanna Skwarczyńska zginęła mając 13 lat wraz z innymi uczestniczkami obozu harcerskiego w katastrofie na jeziorze Gardno 18 lipca 1948 r. Utonęła starając się ratować swoje koleżanki z harcerstwa.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

JAVED ANJUM


JAVED ANJUM

Javed Anjum miał 19 lat, gdy zginął męczeńską śmiercią w Pakistanie. Dnia 27 kwietnia 2004 r. ten student ekonomii zatrzymał się na ulicy, by wypić trochę wody. Został wtedy uprowadzony przez wykładowcę i kilku studentów islamskiej szkoły koranicznej Jamia Asam bin Almutarza. Stało się to w miejscowości Toba Tek Sing oddalonej ok. 300 kilometrów od stolicy Pakistanu – Islamabadu. Fanatycy muzułmańscy natychmiast zaczęli go torturować. Biskup Józef Coutts, ordynariusz diecezji Faisalabad, do której należał Javed Anjum, powiedział później: Zanim zmarł, jego prześladowcy starali się go zmusić do wyparcia się wiary katolickiej i wyrecytowania muzułmańskiego wyznania wiary, co by było równoznaczne z oficjalnym przyjęciem ich wiary. On jednak nie chciał.

Jego ciało zostało w brutalny sposób zmasakrowane. Był cały pokryty ranami, dlatego oprawcy zdecydowali się oddać go w ręce policji. Na komisariacie oskarżyli Javeda Anjum, że napadł na nich i chciał okraść, a oni się tylko bronili. Przez kilka dni leżał w ciemnej celi, później przyszedł do niego lekarz, na wyleczenie było już jednak za późno. Javed Anjum Zmarł 2 maja 2004 r.

Biskup Coutts powiedział: Jest nam smutno, ale mamy wielką wiarę. Cała społeczność jest poruszona przykładem Javeda.

Policja nie wszczęła żadnego śledztwa, by wyjaśnić przyczynę śmierci Javeda Anjum. We wsi wszyscy starając się bronić uczniów i wykładowców szkoły koranicznej, rozpowiadali oszczerstwa przeciw młodemu katolikowi. Został aresztowany tylko biorący bezpośredni udział w torturach wykładowca, oskarżono go o próbę nawracania na siłę. Jednak jeszcze tego samego dnia został zwolniony.

Biskup Coutts stwierdził na pogrzebie Javeda Anjum: Mamy nowego męczennika. Wielka wiara Javeda i jego krew, tak jak krew wszystkich męczenników, uczyni nas silniejszymi wobec prześladowań.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

JAN WANG RUI


Święty
JAN WANG RUI

Urodził się 26 lutego 1885 r. we wsi Xinli leżącej w prowincji Shanxi w Chinach. Był najstarszym z trojga dzieci Józefa Wang Daxing i Cecylii Liu, którzy wychowali swe potomstwo w silnej, głębokiej wierze katolickiej.

W wieku 10 lat Jan Wang Rui został przyjęty razem ze swym kuzynem Janem Chrzcicielem Wang Zi do Niższego Seminarium Duchownego w Dongergou. Szybko stał się znany z przepięknego głosu. Potrafił wspaniale śpiewać zwłaszcza pieśń „Ave Maria”.

Wkrótce Jan Wang Rui został przeniesiony do Wyższego Seminarium w Taiyuan. Wytypowano go tam do uczestnictwa w podróży ewangelizacyjnej do Turynu w Europie. Wyjechał tam wraz z biskupem Fogolla jesienią 1897 r. Jan szybko zyskał uznanie wszystkich z powodu swego nienagannego zachowania w wielomiesięcznej podróży. Wrócili do Taiyuan wiosną 1899 roku. Młody seminarzysta był niezmiernie wdzięczny Bogu za nowe, wartościowe doświadczenia religijne wyniesione z wyjazdu do Europy, które umocniły i pogłębiły jego duchowość.

Następnego roku, prześladowania wiernych Kościoła Katolickiego, jakie nastały wraz z rewolucją Bokserów, zmusiły Biskupów do zamknięcia Seminarium. Wszyscy uciekli, z wyjątkiem Jana. Został on i modlił się o możliwość dostąpienia łaski męczeństwa. Biskupi prosili go, by odszedł i ukrył się przed prześladowcami, którzy go z pewnością będą chcieć zabić. Chłopiec jednak odpowiedział: Będę męczennikiem za wiarę w Pana Boga. Egzekucja piętnastoletniego Jana wraz z Biskupami i świeckimi katolikami miała miejsce 9 lipca 1900 r.

Jan Wang Rui został beatyfikowany przez Ojca Świętego Piusa XII 24 listopada 1946 r.; kanonizował go Papież Jan Paweł II w gronie 119 męczenników chińskich 1 października 2000 r.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

JAN CHRZCICIEL ZHU WURUI & FILIP ZHANG ZHIHE


ŚWIĘTY
JAN CHRZCICIEL ZHU WURUI

Urodził się i został ochrzczony w 1883 r. w niewielkiej wiosce leżącej w prowincji Hebei w Chinach. Dnia 18 sierpnia 1900 jego wieś była oblężona przez bokserów (rewolucjonistów). Jan Chrzciciel wymknął się, by ostrzec inne pobliskie wioski, których znaczna większość mieszkańców była katolikami. Został jednak złapany w drodze i aresztowany przez prefekta regionu. Był przesłuchiwany. Starano się go zmusić do wyparcia się Chrystusa, jednak wytrwał mężnie w swej wierze. W konsekwencji tego wydano go bokserom, którzy wyprowadzili go poza wioskę i wykonali wyrok śmierci. Jego odciętą głowę powiesili na drzewie – miała to być przestroga dla pozostałych katolików. Tę okrutną śmierć Jan Chrzciciel Zhu Wurui poniósł w wieku 17 lat. Został wyniesiony do chwały ołtarzy 17 kwietnia 1955 r. przez Papieża Piusa XII; kanonizował go Jan Paweł II 1 października 2000.


ŚWIĘTY
FILIP ZHANG ZHIHE

 Urodził się w 1880 r. we wsi Shangquingyu w prowincji Shanxi w Chinach. Mając 16 lat wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego w Dangergou. Zdobywanie wiedzy okupił bardzo ciężką pracą, gdyż nie był zdolny i nauka nie przychodziła mu łatwo. Zachowywał się jednak wzorowo, był uczciwy i odpowiedzialny. Wkrótce wraz z innymi studentami przeniósł się do Seminarium w Taiyuan. Też i tam wzorowo wypełniał swe obowiązki, był posłuszny przełożonym aż do heroizmu. Gdy w czerwcu 1900 nasiliły się prześladowania ze strony bokserów, miejscowy biskup prosił seminarzystów, by uciekli i schronili się w bezpiecznym miejscu. Większość tak uczyniła, sam Filip jednak został w seminarium i modlił się o wzmocnienie w wierze. Całe swe życie oddał Bogu. Został zamordowany 9 lipca 1900 r. w wieku niespełna 21 lat wraz z biskupem i kilkoma innymi katolikami. Beatyfikował go Papież Pius XII 24 listopada 1946 r., kanonizował – Jan Paweł II 1 października 2000 r.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

Jacek Krawczyk


Jacek Krawczyk
(Polski, 1966 -1991)

Jacek Krawczyk urodził się 16 sierpnia 1966 r. w Rzeszowie. Od najwcześniejszego dzieciństwa był wyjątkowo wrażliwy, co nie ułatwiało mu życia z rówieśnikami. W piątej klasie szkoły podstawowej, do której uczęszczał w rodzinnej Palikówce, zdecydował, że zostanie ornitologiem. Ptaki stały się jego największą pasją: każdą wolną chwilę spędzał na zgłębianiu wiedzy o nich, na ich obserwowaniu. Jego marzeniem były studia związane z ornitologią, dlatego też w szkole średniej w Rzeszowie wybrał klasę biologiczno-chemiczną. W liceum został wybrany do współpracy z Instytutem Biologii Środowiskowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Przez kilka kolejnych lat Jacek Krawczyk wyjeżdżał do Krakowa na sesje, których tematem była ochrona ptaków polskich.

Droga do szkoły prowadziła obok klasztoru oo. Bernardynów. Początkowo jednak chodził na skróty, omijając klasztor, po jakimś czasie postanowił iść dalej, aby przed rozpoczęciem nauki wstąpić na krótką modlitwę. Stopniowo jego pobyt w Kościele wydłużał się. W tym czasie zainicjował też w swym domu wspólną, codzienną modlitwę całej rodziny, która kończyła się Apelem Jasnogórskim o 2100.

W pierwszej klasie liceum Jacek Krawczyk wolny czas dzielił na spotkania z poznanym w klasztorze zakonnikiem i ulubione ptaki. W rok później jego pasją stała się praca charytatywna w Domu Rencistów w Rzeszowie. Organizował spotkania dla pensjonariuszy, modlił się z nimi, dyskutował o wierze, wspierał duchowo i materialnie. Zawsze oczekiwano go tam z wielkim utęsknieniem. Miało to wielki wpływ na kształtowanie się jego charakteru i uwrażliwianie serca na ludzką niedolę. Jacek był wrażliwy nie tylko na cierpienie i nędzę ludzi, ale też na wszytko, co piękne. Zwłaszcza na muzykę, której nie tylko słuchał, ale też próbował sam grać na pianinie. Do jego ulubionych zajęć zaliczało się także fotografowanie. Odznaczał się wielką radością życia, umiał się cieszyć ze wszystkiego.

Jacek Krawczyk bardzo brał sobie do serca kwestię życia dzieci nienarodzonych. Codziennie modlił się w intencji matek, które mordowały dzieci w swym łonie. W trzeciej klasie liceum zorganizował lekcję wychowawczą na temat: Obrona życia poczętych dzieci.

W roku 1985 Jacek Krawczyk rozpoczął studia na wydziale teologicznym KUL-u. jako student teologii dawał nieustannie świadectwo wiary, szczególnie przez pomoc bliźnim. Był człowiekiem nieprzeciętnej wiary, która kierowała go do innych ludzi. Odwiedzał chore dzieci w lubelskich szpitalach, pracował przez pewien czas jako sanitariusz w pogotowiu ratunkowym.

W roku 1989 Jacek Krawczyk dowiedział się, że jest chory na raka. Początek choroby był dla niego zaskoczeniem, przyczyną wielkiej huśtawki psychicznej. Później stał się spokojniejszy – a to dlatego, że wzrastał coraz bardziej w ufności względem Boga. Napisał wtedy: Wiele razy powtarza się, że człowiek powinien dopełniać cierpień Jezusa Chrystusa dla dobra Kościoła. Wiele razy powtarza się, że oto możemy cierpieć i stać się podobnymi do Zbawiciela. Ile to jeszcze różnych rzeczy powtarzamy... Z reguły, gdy jesteśmy zdrowi i w pełni sił. Powtarzamy to wszystko często w stosunku do innych. A sami? Teraz może człowiek chory i cierpiący stanąć przed Chrystusem i powiedzieć: ‘Chodźmy, oto wziąłem swój krzyż’. A więc chodźmy....

Jeszcze przed chorobą, Jacek Krawczyk poznał Ewę – dziewczynę, z którą później, po wykryciu nowotworu, pobrał się. Krótkie życie małżeńskie Jacka i Ewy było przepełnione szczęściem, radością i miłością. Nie zabrakło w nim też trosk, przede wszystkim walki o życie Jacka.

Jacek Krawczyk zmarł w wieku 25 lat w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1991 r. Ostatnie słowa, zapisane na pojedynczym skrawku papieru, brzmiały: Śmierć ze swej natury nie może panować nad życiem, mimo pozornego zwycięstwa. Siła życia stanowi źródło, którego nie da się zamknąć. Stąd, nigdy nie można się poddać sile tego, co przygniata i ciągnie w kierunku przeciwnym. Stanowi to nieodzowny warunek do tego, by trwać w niezmącony sposób przy swych przekonaniach i planach. Nic nie może nakazać człowiekowi tego, by bał się radosnego, choć trudnego w pewien sposób odejścia do Życia.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

István (Stefan) Kaszap


Sługa Boży
István (Stefan) Kaszap
 (Węgry, 1916 -1935)

István Kaszap urodził się w 1916 roku, jego matką była Niemka, ojcem – węgierski urzędnik pocztowy. Jako dziecko był wyjątkowo porywczy, miał choleryczny charakter. W czasie kłótni z rodzeństwem rzucał w nie wszystkim, co miał pod ręką. W szkole nie szła mu nauka zbyt dobrze, wolał ciągle się bawić niż uczyć.

W wieku 17 lat István Kaszap postanowił zacząć pracować nad swoim zachowaniem, chciał się zmienić. Zaczęła go pociągać duchowość jezuicka. Odbył trzydziestodniowe ćwiczenia duchowe według Świętego Ignacego Loyoli. Otwarł się wtedy przed nim zupełnie nowy, nieznany dotąd świat wartości chrześcijańskich. Postanowił podporządkować całe swe życie Przenajświętszej Woli Bożej. Zapragnął służyć Bogu z całego serca, zapominając o sobie samym, służyć Mu przez cierpienie i miłość.

W końcu István Kaszap złożył swe życie w ofierze za zbawienie grzeszników. Natychmiast poczuł, że jego ofiara została przyjęta przez Boga. I tak się stało rzeczywiście: wkrótce zapadł na bardzo bolesną, nieznaną światu lekarskiemu chorobę. Wszelkiego typu leki i kuracje okazały się nieskuteczne, po nich jego stan jeszcze bardziej się pogorszył. Całe jego ciało pokryło się ropiejącymi ranami i wrzodami. Stefan znosił te przerażające cierpienia w duchu wynagrodzenia. Z chrześcijańskim heroicznym męstwem i wiarą przeszedł przez wiele bolesnych operacji. Postępu choroby nie dało się już jednak zahamować. Pogrążony w cierpieniach, codziennie odmawiał modlitwę Te Deum.

Kulminacja cierpienia miała jednak dopiero nadejść. Wkrótce, z powodu nacięcia gardła by umożliwić mu oddychanie, István Kaszap stracił zdolność mówienia i został unieruchomiony. Potrafił tylko pisać. Na piśmie poprosił o sakrament namaszczenia chorych, jednak pielęgniarki uznały, że nie jest mu potrzebny i nie wezwały kapłana. Został mu udzielony ten sakrament dopiero wtedy, gdy stracił przytomność, krótko przed śmiercią. István Kaszap zmarł niedługo potem, w roku 1935, mając 19 lat. W dłoni trzymał kartkę z własnoręcznie napisanym zdaniem: Nie płaczcie, to są moje narodziny dla Nieba. Były to jego ostatnie słowa.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

IMELDA LAMBERTINI


Błogosławiona
IMELDA LAMBERTINI
(Italia, 1320-1333)

 IMELDA LAMBERTINI Urodziła się około 1320 roku w Bolonii we Włoszech jako córka hrabiego Egano Lambertini i Castory Galuzzi. Z jej najwcześniejszych lat dziecięcych nie ma żadnego sprawozdania. Jest jednak pewne, że pobożna matka przekazała córce silną wiarę, gorliwość w przezwyciężaniu swych słabości i wielką miłość do Pana Jezusa.

Szybko odezwała się w niej chęć poświęcenia całego swego życia Panu poprzez życie kontemplacyjne za klauzurą zakonną. Rodzice widzieli, że ich córka ma ten cel nieustannie przed oczyma i nie mogli nie dojść do wniosku, że za tym pragnieniem kryje się wezwanie Chrystusa. Ostateczną decyzję oddania dziewczynki do klasztoru sióstr dominikanek podjęli w roku 1330, z okazji małżeństwa jej starszego przyrodniego brata Guido. Zgodnie ze zwyczajem, młoda para zamieszkała w domu pana młodego – w pałacu hrabiego Egano Lambertini. Były teraz niezliczone motywy do hucznych imprez towarzyskich. Rodzice dobrze przeczuwali, że mała Imelda w takiej sytuacji będzie cierpieć, gdyż tęskniła bardzo za skupieniem i ciszą modlitewną, dali jej zatem pozwolenie na wstąpienie do zakonu.

Dziewięcioletnia IMELDA LAMBERTINI przybyła do klasztoru Świętej Marii Magdaleny w Val di Pietra, na przedmieściach Bolonii. Otrzymała habit zakonny na okres próby, była wychowywana i kształcona przez siostry. W ten sposób była nowicjuszką, z pewnością w niedługim czasie złożyła śluby zakonne. Przypuszczalnie pozwolono jej na uczestnictwo w bardzo uproszczonych i ułatwionych modlitwach, pokutach i postach, jako że była tak bardzo młoda. Mnich Celso de Sasseferato, który pod koniec XVI wieku zredagował najstarszą pracę o Imeldzie, napisał: Po swym wstąpieniu do Zakonu w dyscyplinie i świętości obyczajów IMELDA LAMBERTINI przewyższała inne siostry, które w swym wieku i liczbie lat życia zakonnego były nieporównywalnie bardziej posunięte.

Duch prawdziwie dominikański istniał w tych klasztornych murach, ożywiając wśród sióstr wielką miłość ku Świętej Eucharystii. Gorąca miłość do Pana Jezusa ukrytego w Świętej Hostii rozwijała się coraz bardziej też w sercu Imeldy. W tych czasach nie było jednak pozwolenia na wczesne przyjmowanie przez dzieci pierwszej Komunii świętej, trzeba było czekać aż ukończą ok. 12 – 14 rok życia. Chociaż przełożeni i kapłani znali nadzwyczajną duszę IMELDY LAMBERTINI, nie widzieli żadnej możliwości dopuszczenia jej do wczesnej Komunii Świętej, jako że było to zakazane dla tak małych dzieci.

Powiedźcie, kochane siostry, jak to jest możliwe, Boga do swego serca przyjąć, nie umierając z miłości do Niego? – są to jedyne słowa Imeldy, które przez wieki zachowały się do dziś.

Rankiem pewnego majowego dnia IMELDA LAMBERTINI śpiewała psalmy Liturgii Godzin wraz z pozostałymi siostrami, następnie wzięła udział we Mszy Świętej. Później, gdy pozostałe Współsiostry odeszły już do swoich codziennych prac, ona sama wróciła do kaplicy – tak robiła zawsze, gdy była wolna od innych zajęć. Tam rozbłysnęło nagle jasne światło z chóru, oświetlając cały kościół, jednocześnie rozniósł się od niego niezwykły, słodki zapach. Przerażona, lecz jednocześnie upojona jakimś szczęściem IMELDA LAMBERTINI wzniosła swe oczy, by się dowiedzieć, skąd pochodzi to światło i woń. Spostrzegła u sklepienia Kościoła unoszącą się, promieniującą białą Hostię. Mała siostra natychmiast zrozumiała tajemnicę łaski, która stała się jej udziałem. Dziewczynka podniosła się i stanęła z wyciągniętymi ku górze ramionami. Inne siostry, zwabione niezwykłym zapachem i światłem, patrzyły z podziwem na cud, na zwróconą ku Świętej Hostii IMELDĘ LAMBERTINI. Dla wszystkich stało się natychmiast zrozumiałe, co Bóg chciał powiedzieć przez to cudowne wydarzenie. Przybył więc kapłan – Ojciec Aldrovando – ubrany w szaty liturgiczne, w ręku miał złotą patenę. Wtedy Święta Hostia opuściła się powoli i spoczęła łagodnie na patenie. Imelda uklęknęła i otwarła delikatnie swe usta, by z drżących rąk kapłańskich przyjąć Tego, Który zechciał cudownie spełnić jej serdeczną tęsknotę: Pana Jezusa pod postacią chleba. Klęczała na podłodze, siostry zostawiły ją samą, by mogła oddać się w ciszy dziękczynieniu. Gdy po kilku minutach przyszły ponownie do kaplicy, zobaczyły przerażone, że Imelda już nie żyje. IMELDA LAMBERTINI zmarła z miłości do Jezusa Eucharystycznego dnia 12 maja 1333 r..

Niedługo potem rozniosła się wieść o tym cudzie eucharystycznym, coraz więcej ludzi nawiedzało grób Imeldy, zawierzając jej swe troski. Oficjalny kult błogosławionej IMELDY LAMBERTINI został zatwierdzony przez Papieża Leona XII w 1826 r.  Wkrótce też została uznana za główną Patronkę dzieci pierwszokomunijnych.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP (FERDYNAND SANTAMARIA)


Błogosławiony 
GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP (FERDYNAND SANTAMARIA) 
(Włochy, 1883-1902)

 GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP (FERDYNAND SANTAMARIA) urodził się 4 maja 1883 r. w Pontecorvo w regionie Lacjum we Włoszech. Jego rodzice byli bardzo pobożni, otrzymał od nich staranne wychowanie religijne. Mając osiem lat przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. Odtąd przyjmował Pana Jezusa każdego dnia służąc o poranku do Mszy Świętej jako ministrant w rodzinnej parafii. W dziewiątym roku życia wstąpił do Kongregacji Niepokalanej i chóru parafialnego.

W Pontecorvo co roku ojcowie Pasjoniści prowadzili misje parafialne i uczyli dzieci pieśni. Po ich odjeździe, Ferdynand organizował pod gołym niebem spotkania z młodszymi dziećmi. Naśladując misjonarzy, śpiewał i głosił nauki, których malcy słuchali z uwagą i nagradzali oklaskami.

Gdy miał 13 lat, zapragnął wstąpić do Zgromadzenia Pasjonistów. Zamiarowi temu początkowo przeciwstawiał się jego ojciec – Pietro Paolo – który chciał, aby syn został rzemieślnikiem. Koledzy także odradzali mu życie zakonne. On sam jednak na wszelkie obiekcje odpowiadał zawsze to samo: Chcę być pasjonistą, ponieważ chcę zostać świętym.

Po pokonaniu oporów ze strony najbliższych, dnia 15 lutego 1899 roku rozpoczął nowicjat u Pasjonistów w Paliano. Przybrał imię GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP. Pragnął w ten sposób uczcić Świętego Grimoalda – męczennika i patrona Pontecorvo oraz podkreślić swoją miłość do Matki Bożej Bolesnej. Śluby zakonne złożył 6 marca 1900 r., następnie rozpoczął studia teologiczne w Ceccano. Starannie wypełniał regułę swego zgromadzenia, łączył naukę z modlitwą, umartwienie z dążeniem do doskonałości.

Życie młodego pasjonisty nacechowane było wielką prostotą. Pozornie nie różnił się od współbraci, jednak każdy, kto spotykał się z nim na co dzień, odczuwał jego głębokie zjednoczenie z Bogiem, które promieniowało na całe otoczenie. W stosunku do drugich GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP wyróżniał się usłużnością, dobrocią i łagodnością. Miał pogodne usposobienie, na jego twarzy ciągle gościł miły uśmiech. Cieszył się dobrym zdrowiem.

Niespodziewanie, pod koniec października 1902 r. GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP zachorował na ostre zapalenie opon mózgowych. Na jakiś czas stracił przytomność. Pełną świadomość odzyskał w środę 19 listopada. Poprosił o przybycie ojca przełożonego. Wyspowiadał się, przyjął Komunię Świętą i sakrament namaszczenia chorych, następnie powiedział, że przed zachodem słońca umrze. Ojciec przeor zapytał, skąd to wie, na co on odpowiedział: Popatrz, Ojcze, ilu świętych przyszło po mnie! Po chwili dodał: Potem przyjdziemy razem, by zabrać też kardynała Alojzego Masela z Rzymu. Kardynał ten pochodził z jego rodzinnego miasta Pontecorvo.

GRIMOALD OD OCZYSZCZENIA NMP, młody student pasjonista, 19 listopada 1902 r. przeszedł do wiecznej chwały.

Dochodzenie kanoniczne dotyczące jego świętości zostało otwarte w 1957 r. Dekret o heroiczności cnót Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała 14 maja 1991 r., a dekret o cudzie przypisywanym wstawiennictwu GRIMOALDA OD OCZYSZCZENIA NMP Jan Paweł II podpisał 2 lipca 1994 r. i on też uroczyście go beatyfikował 29 stycznia 1995 r. Ojciec Święty powiedział o nim m. in.:

Zgodnie z charyzmatem pasjonistów uważał za swoją powinność dopełnianie cierpień Chrystusa dla dobra całego Mistycznego Ciała. Powtarzał często: „Myślę nieustannie o Jezusie, który wchodzi na Kalwarię, i o Jego Najświętszej Matce, która idzie za Nim, i pragnę mieć udział w ich cierpieniach”. Biografowie podają, że z radością przyjmował nawet upokorzenia, przeciwności i trudności w nauce. Współbracia zauważyli, że chociaż Grimoald wykonywał te same czynności, co oni, angażował się w nie z miłością niezwykłą i coraz bardziej intensywną. Młodzież dzisiejsza i przyszła może znaleźć w nim wzór duchowości prostej i wielkodusznej, mocno zakorzenionej w paschalnej tajemnicy Chrystusa.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski

Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej (Francesco Possenti)


Święty 
Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej (Francesco Possenti)
(Włochy, 1838-1862)

Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej (Francesco Possenti) urodził się 1. marca 1838 r. w Asyżu we Włoszech jako jedenaste dziecko Sante Possenti i Agnieszki Frisciotti. Ochrzczony został w dniu narodzin i otrzymał imię Franciszek, którego używał do dnia wstąpienia do zakonu. Uczył się w szkole Braci Chrześcijańskich, później w liceum jezuickim w Spoleto. Natychmiast po ukończeniu szkoły świeckiej rozpoczął życie zakonne w zgromadzeniu Pasjonistów, przyjmując imię Gabriele dell’Addolorata – Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej.

Po ukończeniu nowicjatu Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej (Francesco Possenti) złożył śluby zakonne dnia 22. września 1857 r. i zaczął studia kościelne jako student pasjonista. Był obdarzony nadzwyczajną zdolnością zapamiętywania. Przykładne było zachowywanie przez niego reguły zgromadzenia Pasjonistów, życie modlitewne i żarliwe nabożeństwo do Męki Pana Jezusa, Eucharystii i siedmiu Boleści Matki Bożej. Pod koniec 1861 roku zachorował na gruźlicę – choroba ta w tamtych czasach miała taki charakter, jak dzisiaj rak. Zmarł po kilku miesiącach cierpień w wieku 24 lat, dnia 27. lutego 1862 r. w Isola di Gran Sasso, we włoskiej prowincji Abruzzo, wypowiadając słowa: Maryjo, moja najdroższa Matko, przybądź szybko!

Gdy Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej (Francesco Possenti) jeszcze żył, niewiele było wiadomo o jego nadzwyczajnych darach duchowych. Nie wyróżniał się zbytnio, prowadził zwykłe życie wspólnotowe. Był po prostu zwyczajnym nowicjuszem w zgromadzeniu Pasjonistów, gorliwym studentem ukrytym za klauzurą. W kilka lat po swej śmierci, po potwierdzeniu przez Kościół, że praktykował cnoty w stopniu heroicznym, został uznany za czcigodnego Sługę Bożego.

Uroczysta beatyfikacja Gabriela od Najświętszej Panny Bolesnej odbyła się 30. maja 1908 roku w Bazylice Watykańskiej, przy obecności kardynałów będących wówczas w Rzymie, Pasjonistów rezydujących w stolicy Włoch i reprezentantów wszystkich prowincji Zgromadzenia Męki Pańskiej. Pośród obecnych było wielu znających go jeszcze za życia, m. in. Ojciec Norbert C.P. – jego kierownik duchowy i spowiednik – oraz p. Domenico Tiberi, cudownie uzdrowiony za jego wstawiennictwem.

Kanonizacja miała miejsce w roku 1920, natomiast datę wspomnienia liturgicznego ustalono na dzień 27. lutego.

Wielkim pragnieniem Papieża Leona XIII oraz Piusa X było to, by Gabriel od Najświętszej Panny Bolesnej (Francesco Possenti) został uznany za głównego patrona całej współczesnej młodzieży, a w szczególności kleryków oraz młodych zakonników – zarówno nowicjuszy jak i profesów – i tak też się stało.

---
Powyższa notatka biograficzna pochodzi z autorskiego cyklu artykulików
”Młodzi świadkowie wiary” pisanych przez Marka Pawła Tomaszewskiego w latach 2006-2007
All rights reserved © 2006-2011 Marek Paweł Tomaszewski