poniedziałek, 21 stycznia 2013

HYMN BREWIARZOWY (z Jutrzni) ku czci Św. AGNIESZKI


To dzień narodzin męczeńskich
Święta AGNIESZKA
Błogosławionej Agnieszki,
Co własną krwią uświęcona,
Ducha zwróciła niebiosom.
Do zamążpójścia za młoda,
Ale dojrzała do męki,
Z radosną twarzą jej szuka,
Jakby zdążała na gody.
Zmuszona, aby pochodnią
Bożków okadzać ołtarze,
"Nie takie - mówi - pochodnie
Niosą dziewice Chrystusa.
Ta żagiew wiarę spopiela,
We mnie więc, we mnie uderzcie,
Bym własnej krwi strumieniami
Wrogie ognisko zgasiła!"
Zraniona, pełna godności,
Szatą się cała otula,
By jej upadek na ziemię
Nie był skromności obrazą.
Niech Ciebie, Jezu zrodzony
Z nienaruszonej Dziewicy,
I Ojca z Duchem Najświętszym
Całe stworzenie wysławia. Amen.

“Una bambina che si offre a Dio: MARI CARMEN – piccola collaboratrice della Grazia di Dio”


Vita della Venerabile MARI CARMEN González-Valerio y Sáenz de Heredia (María del Carmen González-Valerio y Sáenz de Heredia): 

“Una bambina che si offre a Dio:
MARI CARMEN – piccola collaboratrice della Grazia di Dio”,

 di MAREK PAWEŁ TOMASZEWSKI, Polonia. 

Bolletino “Agli Amici di Silvio Dissegna”; settembre 2009.

"Beata KAROLINA KÓZKA (1898 – 1914, Polonia): una stella del povero popolo polacco"


“Oggi la purezza e ancora un valore? Un forte richiamo attuale ai giovani e non piu giovani:
Beata KAROLINA KÓZKA (1898 – 1914, Polonia): una stella del povero popolo polacco”
di MAREK PAWEŁ TOMASZEWSKI, Polonia. 

Bolletino “Agli Amici di Silvio Dissegna”; settembre 2010. 

Vita della Beata KAROLINA KÓZKA.

piątek, 11 stycznia 2013

„WIARA JAKO PODSTAWA RELIGIJNO-MORALNEGO ŻYCIA DZIECKA NA PRZYKŁADZIE DZIEWIĘCIOLETNIEJ SŁUŻEBNICY BOŻEJ MARÍI DEL CARMEN GONZÁLEZ-VALERIO Y SÁENZ DE HEREDIA”


Marek Paweł Tomaszewski
„WIARA JAKO PODSTAWA RELIGIJNO-MORALNEGO ŻYCIA DZIECKA NA PRZYKŁADZIE DZIEWIĘCIOLETNIEJ SŁUŻEBNICY BOŻEJ MARÍI DEL CARMEN GONZÁLEZ-VALERIO Y SÁENZ DE HEREDIA”
Artykuł opublikowany w czasopiśmie „KATECHETA. Miesięcznik poświęcony katechezie i wychowaniu religijnemu” nr 1(styczeń) 2013, s. 57-63
                     FRAGMENTY:
/Wstęp/
Ostateczny cel każdego człowieka, również dziecka, ku któremu dąży także Maria del Carmen, jest nadprzyrodzony. Dlatego, aby umożliwić osiągnięcie go, Pan udziela tzw. nadprzyrodzonej sprawności bytowej, którą jest łaska uświęcająca. Jest ona wprawdzie tylko przypadłością, jednak w płaszczyźnie nadprzyrodzonej spełnia zadania podobne do tych, których w porządku przyrodzonym spełnia dusza człowieka. Tak jak dusza, tak i łaska nie jest bezpośrednią przyczyna działania, ale posługuje się władzami, usprawnionymi przez cnoty nadprzyrodzone, udzielane wraz z nią przez Boga. Wynika stąd wniosek, że istnieją cnoty nadprzyrodzone: zarówno teologalne, jak i moralne. Zadaniem teologalnych jest usprawnienie działania skierowanego wprost do Pana Boga. Zaliczają się do nich trzy cnoty, zwane Boskimi: wiara, nadzieja i miłość. Z tych natomiast trzech, podstawą życia religijno-moralnego każdego człowieka, także dziecka, jest wiara.
1.      Czym jest wiara?
            Całe Pismo Święte, które przekazuje nam Objawienie, jest Księgą Wiary. W starym Testamencie jest ona rozumiana przede wszystkim jako osobowa relacja, zwłaszcza w stosunku Boga do Ojców wiary – Abrahama i Mojżesza. Najczęściej używane określenie znaczy tyle, co zaufać, zawierzyć, być mocno przekonanym. Wiarę starotestamentalną można określić w najprostszy sposób jako odpowiedź człowieka na Bożą inicjatywę. Inicjatywa ta ze strony Boga nie jest niczym uwarunkowana, dokonuje się w pełnej wolności i z miłości. Odpowiedź człowieka przez wiarę jest najbardziej elementarną postawą wobec Stwórcy. Chodzi w niej o cały sposób bycia w odniesieniu do Boga. Ponieważ inicjatywa zawsze należy do Niego, wiara będzie mieć w każdym przypadku charakter odpowiedzi, która angażuje człowieka we wszystkich wymiarach jego życia.
(…)
2.      Pierwszeństwo wiary
Wiara stoi u podstaw całego religijno-moralnego życia Służebnicy Bożej Marii del Carmen. Ogólnie ujmując, jest najważniejszą cnota nie tylko teologalną, ale zajmuje również pierwsze miejsce między wszystkimi innymi cnotami. Uzasadnia to Święty Tomasz z Akwinu, pisząc: Otóż z istoty swej wiara zajmuje pierwsze miejsce między wszystkimi cnotami. Ponieważ źródłem działania jest cel (…), wynika z tego, że cnoty boskie muszą mieć pierwszeństwo między innymi cnotami, a to dlatego, że ich przedmiotem jest cel ostateczny; ten zaś cel ostateczny musi gościć wpierw w rozumie, a potem w woli; wola przecież o tyle rusza się ku czemuś, o ile ma to wpierw poznawczą siedzibę w rozumie. A ponieważ cel ostateczny jest we woli w postaci nadziei i miłości, a w rozumie w postaci wiary, trzeba przyjąć, że wiara ma pierwszeństwo przed wszystkimi cnotami. (- S.Th. II-II q. 4 a. 7).  Wiara zapoczątkowała łączność dziewczynki z Bogiem, była – według wyrażenia A. Tanquerey’a – węzłem łączącym z Bożym umysłem i z Bożą wolą, udziałem w poznaniu, którym Bóg sam Siebie poznaje.
(…)
3.      Moralność rodzi się z wiary…
Z wiary rodzi się cała moralność chrześcijańska. Cnotę tę, jako istotny i naturalny fundament moralności, analizuje Jan Paweł II w Encyklice Veritatis splendor. Wiara jest nie tylko poznaniem, ale uczestnictwem w życiu, a co za tym idzie, wyznawaniem prawdy życiowej opartej na naśladowaniu Jezusa Chrystusa, będącego istotnym fundamentem moralności. Jest ona normą obowiązującą w Kościele Powszechnym, kamieniem węgielnym chrześcijańskiej nauki moralności.
(…)
4.      Praktykowania wiary przez Marię del Carmen
            Wiara, będąc odpowiedzią Marii del Carmen na zbawczą inicjatywę Boga, była w jej życiu całkowitym poddaniem się Stwórcy, całkowitym posłuszeństwem. Wiara była u niej postawą rozumną, odwołującą się do świadectwa innych. Była osobistą więzią między dziewczynką i Bogiem. Rodziła się z przekonania, że Bóg, którego dziewczynka  spotykała, jest samą Prawdą, oparciem nadziei przekraczającej życie ziemskie i kimś godnym bezwarunkowej miłości. Wiara była darem Bożym dla niej, ale jednocześnie jej całkowicie wolnym, autonomicznym, własnym aktem.
5.      Dary Ducha Świętego udoskonalające cnotę wiary w życiu Marii del Carmen
Wiara była czymś zupełnie naturalnym dla życia Marii del Carmen, która żyła w sposób zgodny z wolą Bożą. W konsekwencji, ta naturalność wiary przyczyniała się do niezwykle cennego rozwoju czynników integrujących i udoskonalających samą cnotę, jakimi są te dary Ducha Świętego, które w sposób szczególny odnoszą się do omawianej sprawności, jak to mówi ostatni Sobór: Aby (…) coraz głębsze było zrozumienie Objawienia, tenże Duch Święty darami swymi wiarę udoskonala (- Dei Verbum, 5).
Teologalną cnotę wiary w życiu dziewczynki Duch Święty wiódł ku doskonałości i udoskonalał poprzez dar pojętności (donum intellectus – nazywany w polskiej literaturze teologicznej darem pojętności, rozumu, umiejętności bądź pojmowania) oraz wiedzy (donum scientiae – nazywany darem wiedzy lub rozeznania).
(…)
6.      Błogosławieństwa wypełnieniem cnoty wiary
Święty Tomasz z Akwinu stwierdził, że kiedy cnoty teologalne – a więc i wiara – są udoskonalane przez dary Ducha Świętego, ich praktyka staje się …pewnym zapoczątkowaniem szczęśliwości. W ten sposób to wyjaśniał: By wyjaśnić tę sprawę, trzeba wziąć pod uwagę, że nadzieja przyszłego szczęścia może być w nas z dwóch powodów: ze względu na pewne przygotowanie czy przysposobienie do przyszłego szczęścia za pośrednictwem zasług, oraz ze względu na pewne niedoskonałe zapoczątkowanie w nas przyszłej szczęśliwości, które u ludzi świętych zachodzi w tym życiu. (...) Tak więc nagrody, wymienione w błogosławieństwach jako zasługi, należy rozumieć jako przygotowanie oraz przysposobienie do doskonałej lub zapoczątkowanej szczęśliwości, natomiast nagrody, wymienione w nich jako nagrody, trzeba rozumieć już to jako szczęśliwość doskonałą, i w tym znaczeniu odnoszą się do życia przyszłego, już to jako pewne zapoczątkowanie szczęśliwości, jaki zdarza się u doskonałych i świętych, i wtedy odnoszą się do obecnego życia,. Kiedy bowiem ktoś zaczyna postępować w uczynkach cnót i darów Ducha Świętego, może mieć nadzieję, że dojdzie do doskonałości tak drogi jak i Ojczyzny (– S. Th. I-II q. 69, a. 2).
(…)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

"RADOŚĆ W CIERPIENIU Z MIŁOŚCI"


Marek Paweł Tomaszewski
"RADOŚĆ W CIERPIENIU Z MIŁOŚCI": 
historia świętej Alfonsy od Niepokalanego Poczęcia NMP - Anny Muttathupadathu;
 artykuł z miesięcznika "ECHO z Afryki i innych kontynentów", nr 12 (grudzień) 2011; s. 296-297.

"Święta z Ekwadoru"


Marek Paweł Tomaszewski
"Święta z Ekwadoru":
 historia świętej Narcyzy od Jezusa Martillo Moran;
 artykuł z miesięcznika "Echo z Afryki i innych kontynentów", nr 11 (listopad) 2011, s. 264-265.

piątek, 4 stycznia 2013

U ŻŁÓBKA BOŻEJ DZIECINY


Rozmyślanie na I. piątek
 (tekst z "Posłańca Serca Jezusowego", nr 1 (styczeń)1937, s. 9-10)

1 przygotowanie: I wypełniły się dni dla Najśw. Panienki, aby porodziła. I porodziła Syna swego pierworodnego, a owinęła go w pieluszki i położyła go w żłobie.
2 przygotowanie: O nieskończony Boże, który stałeś się dla mnie malutkim dzieciątkiem, niechaj się nauczę z pokornego narodzenia Twego ducha pokuty i wielkiej miłości.

Ubóstwo Bożej Dzieciny
Pasterze mili, coście widzieli? – tak się pytamy w kolędzie pasterzy wracających z Betlejem. A oni odpowiadają: „Widzieliśmy maleńkiego Jezusa narodzonego, Syna bożego”. Pytamy ich dalej: „Co za pałac miał, gdzie gospodą stał?” Boć rozumiemy to dobrze, że jeśli Majestat Boży we własnej Osobie zstępuje na ziemię, to Mu się należy wszystko, co najpiękniejszego i najwspanialszego ziemia dać może. Tymczasem „szopa bydłu przyzwoita i to jeszcze źle pokryta – pałacem była” dla Syna Bożego.
Dlaczego Jezus wzgardził wszelkim przepychem ziemskim? Dlaczego odsunął od siebie wszelką wygodę? Rodzi się w szopie, która niegdyś ludziom i bydłu służyła za schronisko. Najśw. Panienka składa go w żłobie, na sianie. Doprawdy, żadne niemowlę nie przychodzi na świat w takim niedostatku. Dlaczego to wszystko? Bo Jezus wstępuje na świat jako wielki Pokutnik za nasze grzechy i tę pokutę rozpoczyna już przy swoim narodzeniu. Dlatego przy Jego Boskich narodzinach wszystko jest takie biedne, liche, godne politowania… O Boże Dziecię, jakże gorąco Ci dziękuję, że dla zbawienia mojego raczysz od początku swego życia na ziemi tak ostrą pokutę podejmować. A ja, niestety, tak często ulegam zmysłowości, tak bardzo jestem przywiązany do wygód. Pobudzę się z miłości ku małemu Jezusowi do chętnego znoszenia braków, ubóstwa, niewygód.
Pobudzę się również do miłosierdzia względem tych, co ode mnie ubożsi. Pasterze i Królowie przynieśli dary Bożej Dziecinie, a Jezus ich nie odrzucił. Dzisiaj Zbawiciel, będąc już w szczęściu niebieskim, darów od nas nie potrzebuje; chce natomiast, żebyśmy  z miłości ku Niemu bliźnich potrzebujących wspierali. A jest ich dzisiaj tak wielu…

Niewysłowiona miłość Bożej Dzieciny
Wszystkie dzieła Boże są pełne mądrości i najmniejszego z nich nauka ludzka nie potrafi do samego dna zgłębić. Toteż słusznie mówi Psalmista, że dziwny jest Bóg w działach swoich. Ale bezwzględnie najdziwniejszym dziełem Boga, wobec którego ustaje nie tylko rozum ludzki, ale i umysł anielski, jest fakt ten, że dla ratowania grzesznego człowieka druga Osoba Trójcy Św. staje się sama człowiekiem. „Z nieba wysokiego Bóg zstąpił na ziemię”, jak mówi nasza kolęda, „ażeby do nieba wywiódł ludzkie plemię”. W tym celu „bierze osobę Dzieciny, opłakuje ludzkie winy, Syn Boga Jedyny”.
Zastanowię się, jaka niepojęta odległość dzieli Boga, Istotę nieskończoną, nawet od najdoskonalszych aniołów, a cóż dopiero od grzesznego człowieka. „Zniża swój Majestat Król całego świata, opuszcza tron nieba, a z ludźmi się brata”. Zdumiewają się nad tym aniołowie i ja moje zdumienie z pokorą wyznawać będę, że ten „Bóg niezmierny, staje się w ciele mały, zapomina Bóstwa chwały, by zbawić świat cały”.
I cóż było powodem, że niestworzony Bóg rodzi się, że Pan nie biosów przychodzi na świat obnażony, że Król nad wiekami staje się śmiertelnym, że Słowo odwieczne ciałem się stało i mieszkało między nami? Jedyny powód, jaki podać możemy, to niepojęte miłosierdzie Boga dla człowieka, to nieskończona miłość Boża. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy, był zbawion”.
Wmyślę się głęboko w tę niepojętą prawdę, z którą może zanadto się oswoiłem, tak że już  nie odczuwam tej wielkości… Będę się starał choć cokolwiek zrozumieć z nieskończonej miłości Boga ku mnie, która mi się objawiła w tej Dziecinie. Będę się cieszył i śpiewał: „Cóż masz niebo nad ziemiany? Bóg porzucił szczęście twoje. Wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje”. Będę dziękował, ale przede wszystkim będę miłował wraz z Najśw. Panienką. Jej uczucia tak opisuje św. Franciszek Salezy: „A upadając na twarz pozdrowiła Dzieciątko: Oto jesteś, mój Boże tak upragniony, mój Panie tak oczekiwany, mój Synu tak umiłowany! I całowała mu stopy jako swojemu Bogu, ręce jako swojemu Panu, a oblicze jako Synowi swojemu”. 

czwartek, 3 stycznia 2013

Wspomnienie NAJŚWIĘTSZEGO IMIENIA JEZUS ( 3 stycznia)

Wspomnienie dowolne
(Liturgia Godzin tom I, str. 1041-1043) 

Dla ludzi wierzących imię Jezus jest najdroższe i najświętsze. Oznacza ono Osobę Syna Bożego, w którym jest nasze pojednanie z Bogiem i wieczne zbawienie. Kult Najświętszego Imienia Jezus rozpowszechnił się w Kościele szczególnie w XV wieku. Do rozszerzenia czci imienia Jezus przyczynili się w sposób szczególny św. Bernardyn ze Sieny i św. Jan Kapistran z zakonu św. Franciszka z Asyżu.


(Liturgia Godzin tom I: Własne, str. 1041-1043)

Kazanie św. Bernardyna ze Sieny, prezbitera
(Kazanie 49, O chwalebnym Imieniu Jezusa Chrystusa, rozdz. 4) 

Imię Jezusa wielkim fundamentem wiary

Oto właśnie Najświętsze Imię. Tak bardzo upragnione przez ojców dawnego przymierza. Z tak wielkim niepokojem oczekiwane. Jak przedłużało się wśród wielu udręk to oczekiwanie. Tak wiele westchnień przyzywało tego nadejścia. Ileż łez błagalnych wylano. Lecz nadszedł czas łaski i miłosierdzia. Już jest ono w naszym posiadaniu. Ukryj, proszę, o Boże, imię Twojej potęgi. Niechaj nie słyszymy imienia pomsty. Powstrzymaj imię sprawiedliwości. Daj nam tylko imię Twego miłosierdzia. Niech jedynie rozbrzmiewa w mych uszach imię Jezus, przez nie bowiem głos Twój jest rzeczywiście słodki, a oblicze pełne wdzięku. 
Imię Jezus - to potężne umocnienie wiary. Dzięki niemu stajemy się dziećmi Bożymi. Wszak wiara katolicka polega na poznaniu Jezusa Chrystusa i na uczestnictwie w Jego światłości. To On jest światłem duszy. On bramą życia i fundamentem wiecznego zbawienia. Konieczna jest wiara. Bez niej jesteś podobny do człowieka, który bez lampy przedziera się przez ciemności nocy lub kroczy bezmyślnie z zamkniętymi oczyma po krawędzi zawrotnej przepaści. Nawet najznakomitszy umysł nie zdoła pojąć tajemnic Bożych. Kto liczy na własne zdolności, powierza swe losy niewidomemu przewodnikowi, usiłuje budować dom bez fundamentów, chce przedostawać się do domu przez dach zamiast bramą. Właśnie Jezus jest fundamentem, światłem i bramą. On każdemu udziela światła wiary, bo pragnie ukazać błądzącym niezawodną drogę życia. Sam nazwał się drogą. Dzięki Chrystusowej światłości coraz mocniej jednoczymy się z Bogiem. Najpierw Go poszukujemy, następnie całkowicie Mu zawierzamy, wreszcie posiądziemy Go na wieki. Na tym właśnie fundamencie wznosi się Kościół, założony w imię Jezusa. On oświeca swym blaskiem kaznodziejów. Słowa Chrystusowe głoszone ich ustami jeszcze bardziej jaśnieją, gorliwiej są przekazywane i znajdują żywszy oddźwięk w sercach ludzkich. Powiedz sam, skąd na świecie tyle silnej, spontanicznej, żarliwej i światłej wiary? Jest to plon z przepowiadania Jezusa. Przecież i nas wezwał Bóg do swej przedziwnej światłości blaskiem i wdziękiem tego imienia. Skoro jesteśmy oświeceni i w światłości tej oglądamy światło, niech i do nas wypowie Apostoł swe słuszne słowa: "Byliście ongiś ciemnością, teraz zaś jesteście światłością w Panu, postępujcie więc jako dzieci światłości". 
O zaiste chwalebne to imię, pełne wdzięku, tchnące miłością i potęgą. Przez ciebie przebaczenie grzechów, zwycięstwo nad przeciwnikami zbawienia. W tobie wyzwolenie od naszych słabości, umocnienie, pogoda ducha wśród cierpień i przeciwności. Tyś chlubą dla wierzących, nauczycielem dla kaznodziejów, umocnieniem dla przeciążonych pracą, podporą dla słabnących. Twój płomienny żar rozpala szlachetne pragnienia. Ty zapewniasz skuteczność naszym modłom. Ty napawasz rozkoszą dusze o tobie rozmyślające. Dzięki tobie cieszą się chwałą i święcą triumfy w niebie wszyscy zbawieni. Spraw, o najsłodszy Jezu, niechaj również my tam z nimi królujemy przez najświętsze imię Twoje.


Litania do Najświętszego Imienia Jezus


Kyrie, elejson.
Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
Jezu, usłysz nas.
Jezu, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże,
zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże,
zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże,
zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże,
zmiłuj się nad nami.

Jezu, Synu Boga żywego,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, odblasku Ojca,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, jasności światła wiecznego,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, królu chwały,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, słońce sprawiedliwości,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, Synu Maryi Panny,
zmiłuj się nad nami.
Jezu najmilszy,
zmiłuj się nad nami.
Jezu przedziwny,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, Boże mocny,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, Ojcze na wieki,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, wielkiej rady zwiastunie,
zmiłuj się nad nami.
Jezu najmożniejszy,
zmiłuj się nad nami.
Jezu najcierpliwszy,
zmiłuj się nad nami.
Jezu najposłuszniejszy,
zmiłuj się nad nami.
Jezu cichy i pokornego serca,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, miłośniku czystości,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, miłujący nas,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, Boże pokoju,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, dawco żywota,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, cnót przykładzie,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, pragnący dusz naszych,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, Boże nasz,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, ucieczko nasza,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, Ojcze ubogich,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, skarbie wiernych,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, dobry pasterzu,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, światłości prawdziwa,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, mądrości przedwieczna,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, dobroci nieskończona,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, drogo i życie nasze,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, wesele Aniołów,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, królu Patriarchów,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, mistrzu Apostołów,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, nauczycielu Ewangelistów,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, męstwo Męczenników,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, światłości Wyznawców,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, czystości Dziewic,
zmiłuj się nad nami.
Jezu, korono Wszystkich Świętych,
zmiłuj się nad nami.

Bądź nam miłościw,
przepuść nam, Jezu.
Bądź nam miłościw,
wysłuchaj nas, Jezu.

Od zła wszelkiego,
wybaw nas, Jezu.
Od grzechu każdego,
wybaw nas, Jezu.
Od gniewu Twego,
wybaw nas, Jezu.
Od sideł szatańskich,
wybaw nas, Jezu.
Od ducha nieczystości,
wybaw nas, Jezu.
Od śmierci wiecznej,
wybaw nas, Jezu.
Od zaniedbania natchnień Twoich,
wybaw nas, Jezu.
Przez tajemnicę świętego Wcielenia Twego,
wybaw nas, Jezu.
Przez Narodzenie Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez Dziecięctwo Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez najświętsze życie Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez trudy Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez konanie w Ogrójcu i Mękę Twoją,
wybaw nas, Jezu.
Przez krzyż i opuszczenie Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez omdlenie Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez śmierć i pogrzeb Twój,
wybaw nas, Jezu.
Przez Zmartwychwstanie Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez Wniebowstąpienie Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez Twoje ustanowienie Najświętszego Sakramentu,
wybaw nas, Jezu.
Przez radości Twoje,
wybaw nas, Jezu.
Przez chwałę twoją,
wybaw nas, Jezu.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przepuść nam, Jezu.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Jezu.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami, Jezu.

Jezu, usłysz nas.
Jezu, wysłuchaj nas.

Módlmy się. Panie Jezu Chryste, któryś rzekł: "Proście, a otrzymacie; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone";  daj nam, prosimy, uczucie swej Boskiej miłości, * abyśmy Cię z całego serca, usty i uczynkiem miłowali i nigdy nie przestawali wielbić. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.
Albo:
Módlmy się. Wszechmogący Boże, obdarz nas ustawiczną bojaźnią i miłością Twojego świętego imienia, * albowiem nigdy nie odmawiasz opieki tym, których utwierdzasz w swojej miłości. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

"NYAATHA - Miłosierna Matka Afrykanów"


Marek Paweł Tomaszewski
"NYAATHA - Miłosierna Matka Afrykanów" 
historia siostry Ireny Stefani; 
artykuł z miesięcznika "Echo z Afryki i innych kontynentów", nr 4 (kwiecień) 2011

"MŁODZI MĘCZENNICY CHRZEŚCIJAŃSKIEGO BRATERSTWA"


Marek Paweł Tomaszewski
"MŁODZI MĘCZENNICY CHRZEŚCIJAŃSKIEGO BRATERSTWA"
historia seminarzystów z Buta - młodych męczenników chrześcijańskiego braterstwa, 
artykuł z miesięcznika "Echo z Afryki i innych kontynentów" nr 1 (styczeń) 2010.

"KOCHAŁ I SZEDŁ ZA CHRYSTUSEM"


Marek Paweł Tomaszewski
"KOCHAŁ I SZEDŁ ZA CHRYSTUSEM"
historia Michaela Richie Fernando
artykuł z miesięcznika "Echo z Afryki i innych kontynentów" nr 10 (październik) 2009.

środa, 2 stycznia 2013

"Slavimir Ojstrez"


Marek Paweł Tomaszewski
"Slavimir Ojstrez"
historia zmarłego w opinii świętości Slavimira Ojstrez;
 artykuł z miesięcznika "Echo z Afryki i innych kontynentów" nr 3 (marzec) 2009; s. 72-73

O wielki szacunek dla Wiary świętej.


Intencja ogólna na styczeń 1936 zatwierdzona i pobłogosławiona przez Ojca św.
(Tekst z "Posłańca Serca Jezusowego: nr 1 (styczeń) 1936 r., s. 3-6)
Pewien uczony, który dla swoich badań naukowych zwiedzał rozmaite jaskinie i tam śledził sposób życia pierwotnych ludzi, musiał raz przeprawić się przez wezbraną rzeke łódką. Wiózł go prosty rybak. Po drodze pyta się ten uczony rybaka:
- Człowieku, a znasz ty astronomię?
- Nie, – odpowiada przewoźnik – nawet nie wiem, co to słowo znaczy.
- Szkoda – mówi uczony mąż – to tak, jakby jedna czwarta twego życia nic nie była warta. A na geologii się znasz?
- E, proszę pana, nawet nie wiem, co to znaczy.
- Biednyś ty – mówi doń uczony – kiedy nawet nie wiesz, jakie są warstwy ziemi; to połowa twojego życia stracona. A może coś wiesz ze zoologii, o budowie zwierząt, ptaków, na jakie rodzaje się dzielą?
- Szkoda, proszę pana, nawet gadać o tem, nie uczyłem się tego, nie miałem pieniędzy na szkołę.
- O, to wielka szkoda, to trzy czwarte straconego życia.
Jeszcze nie dokończył tych słów uczony, kiedy łódka, uderzywszy o jakąś kłodę, zachybotała się i wywróciła; obydwaj: i przewoźnik, i uczony wylecieli do wody. Wtedy rybak, trzymając mocno uczonego za ramię, krzyczy mu do ucha:
- A umiesz pan pływać?
- Nie umiem – brzmiała odpowiedź  wystraszonego.
- W takim razie straciłbyś pan całe życie, gdybym ja pana nie uratował – odrzekł przewoźnik, ciągnąc za sobą tonącego uczonego…
My zaś wszyscy stracilibyśmy nie ćwierć, nie pół, ale całe życie nie tylko doczesne, ale i wieczne, gdybyśmy nie znali sztuki życia, jaką daje nam wiara. Bo można być uczonym matematykiem, filozofem, inżynierem, a mimo to można nie umieć należycie żyć, można nie wiedzieć, po co człowiek na tej ziemi się znajduje i dokąd dąży i jak się ma zachować, aby cel ostateczny wiecznej szczęśliwości, od Boga nam wyznaczony, osiągnąć. Bez znajomości pływania ten uczony poszedłby na dno i na nic nie przydałaby mu się jego wielka uczoność, gdyby go ów rybak był nie wyciągnął. Tak znowu bez znajomości wiary św. i bez jej wykonywania męczy się człowiek całe życie, a potem idzie na dno wiecznego potępienia. Bo tylko ten „kto uwierzy i ochrzci się”, mówi Pan Jezus, „będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępion”. Dlatego dar Wiary św. jest tak ważny i nade wszystko cenić go powinniśmy.
Dar wiary objawionej
Dar wiary to dar podwójny. Jest to naprzód ten zespół prawd, który nam Kościół do wierzenia podaje. P. Bóg w cudowny sposób naprzód przez patriarchów i proroków, a później przez Syna swego i apostołów dał nam znać o życiu swoim wewnętrznym, o tym, co się w niebie dzieje, o swojej opatrzności i miłości, o tem, co się człowieka tyczy, o jego przeznaczeniu i synostwie Bożem, o środkach zbawienia, w ogóle o tem wszystkiem, co króto zawarte jest w katechizmie.
Człowiek o tem wszystkiem mógł nie wiedzieć, mógł żyć jak bydlątko, a jednak P. bóg miłościwy i najlepszy Ojciec nie chciał człowieka pozostawić w nieświadomości, bo go chciał ratować. Jak rodzice, którzy kochają swe dzieci, nie oddają ich cyganom na pastwę losu, ale je wychowują i zaprawiają do uczciwego życia, bo chcą z nich zrobić porządnych ludzi i po sobie zostawić im spadek, powierzyć im tradycje i honor rodziny, tak samo P. Bóg, kiedy nas przybrał za dzieci swoje, a w przyszłości chce nam oddać to wszystko, co ma i posiada, całe dziedzictwo nieba, już tu na ziemi wychowuje nas, poucza i zaprawia do przyszłego chwalebnego życia przez wiarę.
To jest wiara zewnętrzna, skarbiec prawd przez Boga objawionych, a przez Kościół do wierzenia podawanych. Lecz na tym nie koniec.
Dar wiary wewnętrzny
Te prawdy przez Boga objawione to prawdy wyższego rzędu, boże, nadprzyrodzone. Jakże się mózgu czepią, kiedy rozum zwykł przyjmować tylko to, co człowiek zobaczy, czego się dotknie? A Boga przecież nikt nie może zobaczyć, bo mieszka w światłości nieprzystępnej. I temu P. bóg w swej dobroci zaradził.  W jaki sposób? W sposób bardzo ciekawy, świadczący o przedziwnej Jego mądrości, a zarazem miłości ku nam.
Czyśmy nie zauważyli sami jak małe dzieci, co może do szkoły jeszcze nie chodzą, a już wierzą? Matka powiada dziecku, wskazując na krzyż, że to „Bozia”, który za nas cierpiał i dziecko ten krzyż, na pozór straszny, całuje swoimi małymi usteczkami. Powiada matka do dziecka, wskazując na tabernakulum czy hostię św., że tam mieszka „Bozia”, P. Jezus, a dziecko, choć P. Jezusa nie widzi, jednak składa przed nim rączęta i modli się.
Czy nas nie dziwi ta cudowna wiara dzieci? A przecież to są prawdy, które rozum ludzki przewyższają, z którymi nie zawsze daje sobie radę nawet człowiek starszy? Otóż tu właśnie działa ten dar wewnętrzny, dar wiary wlany nam razem z łaską poświęcającą na chrzcie św. Jest to pewnego rodzaju oświecenie umysłu i pchnięcie woli przez Boga w tym kierunku, abyśmy przyjęli za prawdę i przyswoili sobie to wszystko, co Bóg objawił a Kościół do wierzenia podaje.
Ten dar wiary działa w szczególniejszy sposób w dzieciach niewinnych, które posiadają nieskalany blask łaski poświęcającej, działa również w szczególniejszy sposób i u osób starszych, które żyją uczciwie. Stąd też, rozumiemy, jak uzasadnione jest to twierdzenie, że nic tak nie sprzeciwia się wierze jak liczne grzechy i namiętności. Bo przez grzechy, zwłaszcza grzechy nieczyste, wytwarza się w duszy jakby opar, który nam Boga przesłania i przeszkadza działaniu tego daru. A przeciwnie: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają”. Dlatego też słusznie mógł pewien francuski myśliciel odezwać się do swoich kolegów: „Panowie, połóżmy rękę na sercu i powiedzmy sobie szczerze, że nie wahalibyśmy się wierzyć, gdybyśmy mieli serca czyste”.
Niebezpieczeństwa dla naszej wary
Dziś ten dar wiary w umysłach ludzkich jest szczególnie zagrożony. Zagraża mu naprzód pycha ludzka. Człowiekowi się zdaje, że gdy już umie latać w powietrzu, wytwarzać elektrykę, chwytać tajemne fale na aparat radiowy, to już wszystko wie i jest czemś wielkiem, że już nawet samemu Chrystusowi Panu wierzyć nie potrzebuje,
Zagraża mu dalej zły przekład, idący od ludzi bezbożnych, którzy chlubią się bezbożnością. „Zgrzeszyłem i cóż mi się stało!” zdają się wołać wszyscy, którzy od Boga odpadli. Chlubią się tak, jak się chlubi zuchwały chłopak przed swoimi kolegami, że ukradł ojcu pieniądze, kupił papierosów, wypalił i ojciec się o niczym nie dowiedział, choć rodzice wiedzą o wybrykach synka, a jedynie czekają, czy sam nie przyzna się do winy, bo chcą jeszcze wierzyć w szlachetność swojego dziecka.
Zagrażają mu bezbożne czasopisma, odczyty, przedstawienia kinowe a przede wszystkim namiętności. Człowiek, który żyje wybrykami swych namiętności, chciałby żeby nie było przykazań , Boga, odpowiedzialności po śmierci, żeby był przyrównany bydlęciu, „mułowi i osłowi, którzy nie znają wędzidła ani nie mają rozumu”. A ponieważ wierzymy w to, czego pragniemy, aby się stało, stąd wielkie niebezpieczeństwo zagraża wierze naszej od namiętności ludzkich.
Powinniśmy się więc modlić gorąco za wszystkich. I za katolików, którzy ten dar wiary św. na chrzcie otrzymali, a dziś narażeni są na jego utratę wskutek rozmaitych niebezpieczeństw i za tych, którzy dopiero do chrztu św. się gotują; za tych, którzy już od wiary św. odpadli i błądzą w ciemnościach błędu i fałszu i za tych, co poznawszy prawdziwość wiary względami ludzkimi uwikłani nie mają odwagi do przyznania się do niej. Za nich wszystkich módlmy się, by Wiarę św. ponad wszystko cenili…
Cena wiary
Powiedzieliśmy już na początku, że wiary nie może zastąpić żadna wiedza ludzka, albowiem nie nauka, ale wiara daje nam jasną odpowiedź na najbardziej piekące umysł ludzki pytania o naszym życiu doczesnym i wiecznym.
Nie tylko to. Wiara jest podstawą całego nadprzyrodzonego życia naszego i zbawienia. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3,16). Wiarę właśnie porównuje św. Augustyn do korzenia drzewa. Chociaż korzeń na oko nie przedstawia się ani pięknie ani pociągająco, przecież z niego wyrasta całe drzewo i wszystko, co na niem widzimy pięknego i pożytecznego: wspaniałe rozłożyste konary i kwiaty i owoce. Tak samo w duszy ludzkiej wszystko wyrasta z korzenia wiary: i piękne cnoty i liczne zasługi na ziemi, a nawet cały ogrom wiekuistego szczęścia w niebie.
Św. Bonawentura porównuje wiarę do fundamentu, na którym wspiera się cały gmach duchownego życia. Św. Jan Chryzostom do kotwicy okrętu, bez której okręt byłby zdany na igraszkę fal morskich. Św. Hilary do lekarstwa, które leczy wszystkie choroby duszy. Bez wiary bowiem „niepodobna podobać się Bogu”, „przystępującemu do ‘boga trzeba wierzyć”, jak uczy Apostoł. Wiara bowiem jest pierwszą zasadniczą cnotą, na której wspiera się cały nas stosunek do Boga. Kto przyjmuje od Boga nauki i za niemi idzie, ten na pewno nie zbłądzi, ten równocześnie znajdzie dla swej duszy, co mu potrzebne dla zbawienia i uświęcenia. Cena zatem wiary jest tak wielka jak samo zbawienie i uświęcenie, owszem, jak sam Bóg, którego bez wiary nie moglibyśmy posiąść. Uczmy się zatem wysoko ją cenić.
Wzbudzajmy często i nabożnie akty wiary, zwłaszcza, gdy nas nagabują pokusy przeciwko wierze: „Panie, ratuj wiarę moją!”. Strzeżmy się złych okazyj, które wiarę naszą mogą osłabić. Niech nam niedowiarkowie nie imponują, bo oni ślepi i to w najważniejszej sprawie! Miejmy litość nad tymi, którzy wiarę postradali i módlmy się za nich gorąco.
A wreszcie brońmy wiary wobec ataków wrogów i wysilmy całą naszą gorliwość, abyśmy chwiejnych w wierze i osłabłych spowrotem sprowadzili do owczarni Chrystusowej. Niech Serce Boże, tak gorąco zatroskane o wzrost wiary, będzie nam otuchą, wzorem, a kiedyś obfitą zapłatą w wieczności.
(J. G.)